Graeven schodził po schodach prowadzących pod dom watahy. Zignorował strażników przy pierwszym punkcie kontrolnym. Musiał zmierzyć wzrokiem drugą wartę stacjonującą przy wejściu do lochów, zanim ci ustąpili mu miejsca. Gdy szedł wilgotnym korytarzem, jego dłonie zacisnęły się w pięści.
— Gdzie ona jest? — huknął.
Strażnicy ustawieni wzdłuż ścian drgnęli. — K-kto, panie?
Graeven stanął oko w oko z






