Graeven przeklinał Araminę za to, że odważyła się zakłócić jego powrót do domu. Z pewnością słyszała, że odnalazł swoją przeznaczoną i postanowiła od samego początku wbić między nich klin. Ukarze ją za to później. W tej chwili skupiał się na swojej partnerce, która walczyła z naturalnym instynktem nakazującym wyeliminowanie rywalki. Samice wilkołaków były zaborczymi, zazdrosnymi stworzeniami. Jednak likanki były znacznie gorsze. Nie dość, że wyczuła podnieconą samicę wokół swojego nienaznaczonego przeznaczonego, to jeszcze ta samica znajdowała się w jej domu, na jej terytorium.
Graeven puścił ramię Kaelith, widząc, że toczy ona wewnętrzną walkę. Ewidentnie nie rozumiała, co się z nią dzieje. Jej skóra wibrowała pod jego dotykiem. Źrenice rozszerzały się i zwężały, skupione wyłącznie na drzwiach, przez które wyszła Aramina. Dziewczyna zachwiała się lekko. Graeven ujął jej policzki w dłonie, próbując powoli wyciągnąć ją z tego stanu.
Samica likana, która czuje, że jej niepełna więź jest zagrożona, reaguje na jeden z dwóch sposobów. Agresją albo…
Oczy Kaelith gwałtownie się otworzyły, a on drgnął. Jej oko, wcześniej brązowe, stało się całkowicie czarne – oko likana – podczas gdy niebieskie świeciło oślepiającym blaskiem. Warknęła i rzuciła się na niego. Graeven stęknął, gdy siła jej ataku pchnęła go na ścianę. Jej nogi oplotły go w talii, a wysunięte paznokcie wbiły się w jego ramiona. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, przywarła ustami do jego ust w zaborczym pocałunku. Opór Graevena wyparował pod wpływem smaku jej warg. Podgryzała mu usta, dopóki mu ich nie rozchyliła. Warknęła nisko, wsuwając język do jego ust. Walczyła o dominację, podczas gdy on starał się odwzajemnić każde pociągnięcie jej języka. Wbiła pazury głębiej w jego łopatkę, a on jęknął.
Ten dźwięk sprawił, że zaczęła się o niego ocierać, szukając tarcia. Graeven zdał sobie sprawę, że jemu samemu zawęziło się pole widzenia, a instynkty zaczynają przejmować stery. Chwycił garść jej włosów i szarpnął jej głowę do tyłu, by złapać oddech i odzyskać zmysły. Zacisnęła uścisk, dziko próbując odzyskać jego usta. Trzymając jej głowę odchyloną, starał się ją udobruchać, liżąc bok jej szyi. Jej ciało zwiotczało na kilka sekund, gdy przesuwał językiem wzdłuż zagłębienia w jej gardle. Jednak w momencie, gdy przestał, walka zaczęła się na nowo.
— Kurwa, Kaelith — jęknął, próbując wymyślić, jak odzyskać kontrolę.
Puścił jej głowę i pozwolił jej znów zawładnąć swoimi ustami. Postąpił krok do przodu, chwytając ją za pośladki, i podszedł z nią do łóżka. Próbował ją od siebie odciągnąć, by móc ją położyć, ale nie dawała za wygraną. Jego człon pulsuje boleśnie w dżinsach, gdy toczył walkę z własnym ciałem, by nie ulec jej żądaniom.
Wiedział, że nigdy by mu nie wybaczyła, gdyby ich pierwsze zbliżenie odbyło się w oparach zazdrości. Musiał trzymać własne pożądanie na krótkiej uwięzi. Opadł na materac. Uderzenie sprawiło, że oderwała się od niego i wzięła głęboki wdech. Natychmiast zdał sobie sprawę ze swojego błędu, gdy jej nozdrza się rozszerzyły – poczuła zapach podniecenia Araminy, który przesiąknął materac.
Kły Kaelith wysunęły się, a ona rzuciła się do góry. Jej siła go zaskoczyła, gdy zdołała ich obrócić tak, że usiadła na jego biodrach okrakiem. Obniżyła ciało, kładąc się niemal płasko na nim. Jej usta wędrowały po jego szyi, podczas gdy poruszała biodrami w rytm jego erekcji. Na chwilę stracił kontakt z rzeczywistością. Poczucie jej ciała przy swoim, zaledwie kilka warstw ubrań dzielących go od wzięcia jej… był zgubiony. Instynktownie zaczął napierać na nią biodrami, jego ciało pragnęło dopełnić najbardziej pierwotną część więzi przeznaczonych.
Zaczynając pogrążać się we własnym mroku, Graeven poczuł ostre ukłucie z boku szyi. Jego zamroczenie prysnęło, gdy poczuł, że jej kły wbijają się nieco głębiej. Była tak zaślepiona zazdrością, że zamierzała go naznaczyć! Jeśli zatopi w nim zęby, nic już nie powstrzyma jego likaniej natury przed zdominowaniem jej tu i teraz.
Graeven zrobił jedyną rzecz, jaka przyszła mu do głowy. Chwycił ją za szyję jedną ręką, obrócił się i przycisnął ją do materaca. Jej warknięcie zostało ucięte gardłowym dźwiękiem. Chwyciła go za nadgarstki obiema rękami. Jego wolne ramię drżało, gdy unosił się nad nią, ciężko oddychając. Wokół niego zapach jej podniecenia podwoił się, a on uśmiechnął się półgębkiem. Lubiła być traktowana twardą ręką? Z tym zdecydowanie mógł pracować.
Zbliżył usta i musnął jej policzek, aż do ucha. — Oddychaj, Kaelith. Możesz nad tym zapanować — szepnął. Kaelith zajęczała pod nim. Poluźnił uścisk na jej gardle na tyle, by mogła wziąć drżący oddech. — Poczuj powietrze, mała. Teraz jesteśmy tylko ty i ja. — Wypuścił odrobinę swojej aury, uwalniając wystarczającą presję, by zmusić ją do opamiętania.
Patrzył, jak Kaelith zamyka oczy i wciąga powietrze nosem. Ponownie cicho zajęczała, a jej uda potarły o siebie – najwyraźniej podobał jej się zapach, który wspólnie wytworzyli.
— Tak, oddychaj — zachęcał. — Zaakceptuj swoje emocje. Nie próbuj z nimi walczyć. Staw im czoła. Nie pozwól, by cię przytłoczyły.
Łza spłynęła po jej policzku, a ona skinęła głową. Minęło kilka napiętych chwil, aż jej dłonie rozluźniły uścisk na jego nadgarstku i otworzyła oczy. Jej niezwykłe, brązowe i niebieskie oczy wpatrywały się w niego, pełne strachu. Zdjął rękę z jej szyi, a ona natychmiast odturlała się od niego i stanęła na nogi. Skrzyżowała nieśmiało ramiona i rozejrzała się wokoło. Usiadł, a jej wzrok spoczął na jego podartym ubraniu, potarganych włosach i krwi spływającej z jego szyi.
— Czy ja cię skrzywdziłam? — zapytała, kładąc rękę na sercu.
*Nie, kurwa, tak mnie podnieciłaś, że nawet teraz jedyne, o czym marzę, to przycisnąć cię do łóżka i ruchać do nieprzytomności.*
Graeven pokręcił głową.
Rozejrzała się niepewnie. — Co się ze mną stało?
Graeven westchnął i wstał. Cofnęła się o ostrożny krok. — Nazywamy to „zamroczeniem” — wyjaśnił. — Kiedy likan staje w obliczu zagrożenia lub zostaje przytłoczony negatywnymi emocjami, nasze pierwotne instynkty przejmują kontrolę, a racjonalna, ludzka strona zostaje zepchnięta w najgłębsze zakamarki umysłu.
— Ale… to nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło. Nawet nie pamiętam… — rozejrzała się gorączkowo, najwyraźniej wyczuwając, że coś między nimi zaszło. Zalała go fala ulgi, że nie pozwolił sprawom zajść za daleko. Widok jej strachu przed tym, czego nie pamiętała, uderzył w niego niczym rozpędzona ciężarówka.
— Jesteś w połowie likanką, mała. Ale do tej pory znałaś tylko wilki. Teraz, gdy odkryłaś, że twój przeznaczony jest likanem, ta uśpiona strona zacznie częściej dochodzić do głosu, by nawiązać ze mną więź. Wyczułaś rywalkę na swoim terytorium. Nie wiedziałaś, jak sobie z tym poradzić, więc instynkty przejęły kontrolę – chciały, żebyś zawłaszczyła to, co należy do ciebie.
Jej wzrok powędrował do jego szyi, a potem położyła rękę na własnym gardle. — Ale tego nie zrobiłam.
— Na szczęście jestem nieco bardziej zdyscyplinowany i rozpoznałem, co się dzieje. Pozwoliłem na to tylko do momentu, w którym twój zapach zdominował to, co zostawiła Ara… tamta kobieta. Gdy to się stało, przerwałem to. Nie było to dla mnie łatwe, Kaelith, ale chcę, żebyś czuła się przy mnie bezpiecznie. — Przerwał na chwilę. — Czujesz się tak?
Kaelith skinęła głową, a on wypuścił powietrze, którego brak uświadamiał sobie dopiero teraz. Przeczesała palcami włosy, roztaczając wokół niego swój cytrusowy zapach. Zrobił nieświadomy krok w jej stronę, a ona pokonała resztę dystansu. Wzięła go za rękę i przyjrzała się jej.
— Powiedziałeś, że to moje terytorium, ale to twój dom, nie mój.
— Jestem twoim przeznaczonym, Kaelith. To, co moje, jest teraz twoje. Czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie, twoje instynkty wiedzą, co robić. Nauczysz się ich słuchać. Jestem pewien, że stanie się to szybciej, niż myślisz. Przez całe życie byłaś bardziej wilkiem niż likanem. Wkrótce to się zmieni. Zwłaszcza po tym, jak cię naznaczę, a mój jad trafi do twojej krwi.
Kaelith jęknęła i odeszła kilka kroków. Oplotła ramionami talię, stanowiąc uderzający kontrast dla dziewczyny sprzed kilku minut.
— O co chodzi? — zapytał, walcząc z pokusą, by podbiec i zamknąć ją w ramionach, by ją pocieszyć. Nie odsunęłaby się, gdyby tego nie potrzebowała.
— Nie chcę wiedzieć — szepnęła. Westchnęła i spuściła głowę. — Chciałabym, żeby mnie to nie obchodziło, ale obchodzi. Muszę wiedzieć. Ta kobieta… — Kaelith odwróciła się twarzą do niego, nie musząc kończyć pytania.
Graeven usiadł na łóżku i próbował wymyślić najbardziej dyplomatyczny sposób odpowiedzi. — Ona i ja spotykaliśmy się od czasu do czasu.
Kaelith skinęła głową. — Spotykaliście się?
— Tak, minęło dużo czasu, odkąd… no wiesz. Ona jest żądna władzy i myślała, że ja będę dobrą drogą do awansu.
— A ty?
— To był tylko sposób na rozładowanie napięcia, Kaelith. Ona też jest wojowniczką, więc obracaliśmy się w tych samych kręgach. Z mojej strony nigdy nie było żadnych uczuć. Zakończyłem to około sześciu miesięcy temu, kiedy przyłapałem ją z wysoko postawionym członkiem innej watahy. Sądzę, że usłyszała o odnalezieniu przeze mnie przeznaczonej i odstawiła ten numer, próbując osłabić to, co nas łączy. Prawdopodobnie ma nadzieję, że jeśli stracę partnerkę, znów będę podatny na jej urok. — Graeven wpatrywał się w Kaelith intensywnie. — To nie zadziała. Nigdy. Nigdy nie pozwolę, by cokolwiek zagroziło więzi, która nas łączy.
Kaelith wypuściła oddech i uśmiechnęła się lekko. — Dobrze. Wierzę ci.
Graeven nie mógł ukryć szoku. — Tak po prostu?
Roześmiała się na jego reakcję. Podeszła kilka kroków i stanęła między jego nogami. Automatycznie położył dłonie na jej talii i przyciągnął ją bliżej. Przesunęła palcami przez jego włosy, a on stłumił jęk. — Nie łudziłam się, że mój trzydziestodwuletni likani przeznaczony będzie prawiczkiem. Tak samo jak mam nadzieję, że nie oczekujesz, iż twoja dwudziestosześcioletnia partnerka będzie dziewicą.
— Gdybym miał takie złudzenia, twój niedawny pokaz wystarczyłby, by je zburzyć — zażartował, kreśląc kółka na dole jej pleców.
Rumieniec wypełzł z jej piersi, przez szyję aż na twarz. — Nie mogę uwierzyć, że nic nie pamiętam. Ja… nie byłam zbyt… napastliwa, prawda?
Pochylił się i pocałował odsłoniętą skórę między jej piersiami. — Sprawiłaś, że o mało nie straciłem rozumu. — Przypominając sobie ostatnią rzecz, jakiej się o niej dowiedział, Graeven wstał i chwycił ją za włosy. Odchylił jej głowę, a ona westchnęła, gdy jego usta przesuwały się po jej szyi. Przygryzł jej płatek ucha i szepnął: — Nie oczekuję, że będziesz dziewicą, moja przeznaczona, ale powiem ci jedno: jeśli kiedykolwiek zobaczę, że inny mężczyzna cię dotyka, nie mówiąc już o byciu nagim w *naszym* łóżku, moja reakcja będzie znacznie, *znacznie* mroczniejsza niż twoja. — Graeven uśmiechnął się do siebie, czując, jak dziewczyna lgnie do niego, a jej podniecenie gwałtownie rośnie pod wpływem jego groźby.






