Cichy szept głosów powoli wyrywał ją z wycieńczenia. Poczuła zapach jabłek, goździków i klimatyzowanej skóry Mustanga Graevena. Czuła miękki dżins na policzku.
— Jak minęła noc? — szepnął Graeven gdzieś nad jej głową.
— Nic nadzwyczajnego — odpowiedział cichy, męski głos.
— Kiedy spodziewany jest następny patrol?
Nastąpiła pauza. — Za siedem minut i trzydzieści dwie sekundy, panie Beta.
— Dobrze,






