Oczy Antero rozszerzyły się na ten ton. Uśmiechnął się do ojca i wyszeptał zdecydowanie zbyt głośno: – Myślę, że Bastiano chce uderzyć Raniera w penisa. To zabawne.
– Nie boisz się kłócących się ludzi? – zapytał zaciekawiony, lecz z nutą niepokoju Torq.
– Nie. Ty tu jesteś. Dlaczego miałbym się bać?
Torq pomyślał, że jego serce ostatnio rosło jak na drożdżach. – To dla mnie wiele znaczy. – Pochyli






