Po tym załamaniu, o dziwo, poczułam się swobodniej. Szczerze mówiąc, dawna ja, Stephanie, odeszła już dawno temu.
Nie byłam już Stephanie. Michael nie miał już nic do gadania w moim życiu.
Uporadziłam się już z koszmarami, które wywołał, i wyrównałam rachunki za dawne przysługi.
Nie byłam mu już nic winna. Jeśli już, to on był mi winien życie – życie dziecka, które kiedyś rosło w moim łonie.
Kiedy






