Punkt widzenia Adama
Moje oczy otwierały się powoli; rozmyty obraz bladego sufitu wirował nade mną. Przez chwilę nie wiedziałem, gdzie jestem. Powietrze w mojej piersi wydawało się gęste, a każdy wdech ciążył, jakbym zbyt długo był trzymany pod wodą.
Przez moment po prostu leżałem, nie patrząc na nic konkretnego, a krawędzie pokoju rozmywały się i falowały. Czułem, że mój język jest zdrętwiały,






