Słońce prażyło na płycie wojskowego lotniska, niemal oślepiając. Rodzina Lambertów zebrała się pod markizą w strefie VIP; wszyscy aż buzowali z ekscytacji, z wyjątkiem Donalda, którego ponurego nastroju nie dało się zignorować.
Donald, ubrany w garnitur szyty na miarę, trzymał ręce splecione za plecami i co rusz tarł butem o ziemię. Brwi miał ściągnięte tak mocno, że wyglądał, jakby mógł zgnieść m






