Spacer do gabinetu Valentina był dłuższy i znacznie cichszy niż kiedykolwiek wcześniej. Cały kampus wydawał się upiornie spokojny, jakby cała szkoła wstydziła się zeszłonocnych wydarzeń. W ten wczesny poranek na zewnątrz kręciło się ledwie kilku maruderów, wracających do domów z czegokolwiek czy skądkolwiek, gdzie wylądowali. Wyglądali jak zombie. Nie mogłam się nie zastanawiać, czy myśleli, że ja






