– A dlaczego miałabym wierzyć, że mi pomogłeś? – warknęłam. Skrzyżowałam ramiona na piersi.
Stopa Maximusa wciąż blokowała drzwi. Nie mogłam przecisnąć się obok jego masywnej sylwetki i go zignorować. Postanowiłam więc go wkurzyć. Może wtedy znów wściekły by sobie poszedł, a ja mogłabym, kurwa, pójść spać.
– Nie chciałem mieć martwej idiotki na swoim ganku – zadrwił Maximus z nieodłącznym chłodem.






