Z perspektywy Zory
Całowanie Thorne'a było jak przyłożenie ust do przewodu pod napięciem. Czułam wstrząs w całym ciele, iskrzący aż do samych kości. Coś we mnie – być może więź partnerska – na nowo się łączyło, zszywając się w jedną całość.
Już sam dotyk Thorne'a w ten sposób sprawiał, że czułam się kompletna. Lepsza. Żywa.
Już czułam się silniejsza i pragnęłam więcej. Może byłam zachłanna, ale te






