PUNKT WIDZENIA AUTORA.
CZASY WSPÓŁCZESNE.
Poranne światło słoneczne wlewało się do przeszklonego biura, rzucając długie cienie na podłogę. Lucian siedział za swoim mahoniowym biurkiem z uśmiechem na twarzy, obserwując słaby gwar miasta w dole. Jego oczy były nieobecne, a postawa sztywna, jakby ciężar ostatnich piętnastu lat w końcu go dogonił.
Jego palce w roztargnieniu musnęły szklankę z whiskey,






