Z PUNKTU WIDZENIA AUTORA.
Światło księżyca dawno już zniknęło, gdy Alina wreszcie przestała rzucać się po łóżku i usiadła. W pokoju panował mrok, a słaby blask zabytkowej lampy przy łóżku rzucał miękkie cienie na jasnoniebieskie ściany. Włosy opadały jej luźno na ramiona, a oczy były zaczerwienione po nieprzespanej nocy, wypełnionej myślami, które pragnęła uciszyć.
Słowa jej ojca odbijały się bez






