PUNKT WIDZENIA AUTORA.
Dni, które po tym nadeszły, zlały się w coś szarego i bezkształtnego.
Alina przestała je liczyć.
Siedziała w swoim pokoju, a te same cztery ściany zdawały się zaciskać wokół niej za każdym razem, gdy słońce wschodziło i zachodziło za zasłonami, których nigdy nie odsłaniała. Tace z jedzeniem pojawiały się i znikały nietknięte. Śniadania stygły. Obiady obsychały na brzegach. K






