Z PUNKTU WIDZENIA AUTORA.
Rezydencja Evergreenów nigdy wcześniej nie była tak cicha, zupełnie jakby wszyscy chodzili jak na szpilkach.
Nie była to cisza płynąca ze spokoju czy odpoczynku. Wydawała się krucha, jakby jeden niewłaściwy dźwięk mógł ją strzaskać.
Alina siedziała na brzegu łóżka z wyprostowanymi plecami, stopami mocno opartymi na dywanie i dłońmi luźno spoczywającymi na kolanach. Nauczy






