**Noah**
Wyszedłem z kompleksu sportowego z sercem walącym tak mocno, że miałem wrażenie, iż zaraz wyrwie mi się z piersi. W głowie mi wirowało, byłem oszołomiony i na haju, ale też – Boże – czułem, że żyję. Nabuzowany. To było to. To się, kurwa, działo naprawdę.
Okazało się, że wcale nie potrzebowałem Williama i jego potężnych kontaktów. Właśnie uścisnąłem dłonie łowcom talentów, którzy nie tylko






