**Noah**
Nasz wielki dzień w końcu nadszedł.
Trochę mnie wkurzyło, że Aiden kazał mi wracać do domu w południe. Dziś wieczorem odbywała się kolacja dla darczyńców, a on był równie zdenerwowany, co podekscytowany. Ja? Nie bardzo. Gówno mnie obchodziło ocieranie się o bogaczy w garniturach. Imponowanie im? Błagam. To nie moja bajka.
Mówi facet, który zeszłej nocy siedział praktycznie nagi przy poker






