Ugryzłam się w język, powstrzymując krzyk z imieniem Simone, choć najpewniej nie doczekałabym się odpowiedzi. Krew plamiła jej ubranie, a stamtąd, gdzie stałam, nie byłam w stanie określić, czy w ogóle oddycha.
Vivienne też tam była, jej wykrzywiona udręką twarz skąpana we łzach, szlochała niekontrolowanie. Declan krzyknął do kogoś, żeby wezwał odpowiednie służby, w jego głosie brzmiała panika.
Na






