Sterylna, oświetlona jarzeniówkami poczekalnia dusiła, a atmosfera była gęsta od napięcia. Nie mogłam usiedzieć w miejscu; moja stopa wystukiwała niespokojny rytm na wytartym linoleum. Declan wciąż siedział obok mnie, a jego szczęka była zaciśnięta tak mocno, że niemal słyszałam zgrzytanie jego zębów trzonowych.
Opal kurczowo trzymała się mojej nogi, wbijając małe paluszki w materiał moich dżinsów






