Miasto rozpościerało się pod nami, gdy samochód Declana mknął ulicami. Znajome światła rozmywały się w mglistej łunie, na którą aż kręciło się w głowie.
Podróż z powrotem do naszych mieszkań wypełniała gęsta cisza. Ta katastrofalna kolacja wciąż odtwarzała mi się w głowie niczym natrętna melodia i nie potrafiłam wyrzucić z pamięci obrazu matki. Wymacałam w kieszeni wręczoną przez nią karteczkę z n






