Pięć lat później
Śmiech niósł się echem po korytarzach rezydencji.
Małe kroki dudniły na długim korytarzu, gdy malutki chłopiec o ciemnych włosach i bystrych, psotnych oczach biegł tak szybko, jak tylko pozwalały mu na to jego krótkie nóżki.
Za nim rozległ się odgłos pospiesznych kroków.
– Javier! – zawołała Nivera, próbując — bezskutecznie — powstrzymać śmiech w swoim głosie.






