Dłonie Alejandra zacisnęły się mocniej na kierownicy, gdy pędził ulicami miasta, łamiąc przy tym kilka przepisów drogowych.
Miał zamiar sam zapłacić mandaty. Jedyne, czego teraz pragnął, to dotrzeć do domu i położyć się spać, bo jego dzień w firmie znów był długi, wypełniony niekończącymi się spotkaniami i tonami papierkowej roboty.
Oderwał wzrok od drogi, gdy zadzwonił jego telefon. Imię na ekranie sprawiło, że zacisnął szczękę – to był jego asystent.
Nie dzwoniłby o tak późnej porze, gdyby to nie było nic ważnego, i Alejandro miał rację, co potwierdziło się zaraz po odebraniu połączenia.
"Szefie, mamy problem" – odezwał się głos po drugiej stronie. "W jednym z klubów… ktoś próbuje podrzucić narkotyki albo coś innego, chłopaki nie są pewni. Musi się pan tym zająć".
Alejandro syknął z irytacją, gdy asystent skończył mówić.
Dopiero co wyszedł z niezliczonych spotkań i jedyne, czego pragnął, to wrócić do domu i odpocząć. "Jestem wykończony. Zadzwoń do mojego brata, żeby się tym zajął!" – warknął.
"Szefie, próbowaliśmy do niego dzwonić, ale nie odbiera. Nie możemy się dodzwonić. Szefie, to ważne".
"Kurwa!" – przeklął pod nosem Alejandro i uderzył dłonią w kierownicę.
Sytuacja faktycznie brzmiała poważnie i gdyby jej nie załatwiono, mogłaby w dłuższej perspektywie przysporzyć im problemów.
Z westchnieniem Alejandro wykonał ostry skręt. "Dobra. Jestem w drodze".
Zanim Alejandro dotarł do klubu, jego nastrój drastycznie się pogorszył, bo musiał przedzierać się przez korki.
Zaparkował i ruszył w stronę wejścia.
"Dobry wieczór, szefie" – przywitali go bramkarze przy wejściu, ale nie był w nastroju na uprzejmości.
Pierwsze kroki w klubie poczuł jak cios w brzuch: rycząca muzyka, ocierający się o siebie ludzie i gęsty w powietrzu zapach alkoholu przyprawiły go o migrenę.
Miał właśnie ruszyć na zaplecze, gdy nagle jakiś drink rozlał się na jego klatce piersiowej.
"Szlag!" – przeklął Alejandro, wycierając garnitur. Jego wyraz twarzy pociemniał, gdy podniósł wzrok, a to, co zobaczył, wcale nie poprawiło mu nastroju.
To była kobieta – oczywiście – i sądząc po jej wyglądzie, był pewien, że to jedna z tych, które pojawiały się w takich miejscach tylko po to, by zaciągnąć do łóżka bogatego faceta.
Zlustrował ją wzrokiem – drobna, z długimi brązowymi włosami opadającymi na ramiona, typ kobiety, która zawsze próbowała zwrócić jego uwagę.
"O mój Boże, tak mi przykro" – powiedziała uwodzicielskim głosem. "Może w ramach przeprosin postawię ci drinka?"
Normalnie by z nią poflirtował i zagrał w jej grę, co skończyłoby się w jego łóżku, ale nie dzisiejszego wieczoru.
"Nic się nie stało. Po prostu… zejdź mi z drogi" – mruknął ostrym tonem.
Zauważył, że kobieta była zaskoczona jego odrzuceniem, ale na szczęście zrozumiała aluzję i wycofała się.
Jego oczy omiotły salę, szukając dwóch mężczyzn, którzy rzekomo mieli sprawiać kłopoty.
Sięgając po telefon, zadzwonił do asystenta, by zdobyć więcej informacji.
Rozejrzał się, a dudniąca muzyka działała mu na nerwy. Jego wzrok ślizgał się po zatłoczonej przestrzeni, wyłapując stałych bywalców – pijanych klientów, nazbyt flirciarskie kobiety, mężczyzn udających bogatszych, niż byli w rzeczywistości.
Aż w końcu zauważył pewną kobietę.
Początkowo nie wyróżniała się z tłumu, ponieważ siedziała cicho przy barze, stukając palcami w brzeg kieliszka. Ale coś w niej przykuło jego uwagę.
Wyglądała, jakby tu nie pasowała, chociaż była ubrana jak inne kobiety w tym miejscu.
Jej szczupła sylwetka i długie, ciemne włosy były uderzające, ale to nerwowa energia emanująca z niej kazała mu się zatrzymać. Nie pasowała tu, a jednak wydawała się zdeterminowana, by tu być.
"Halo, szefie" – głos asystenta wyrwał Alejandra z zamyślenia, przez co odwrócił uwagę od kobiety.
"Co dokładnie mam tu zrobić?" – zapytał asystenta.
"Cóż, szefie, ci faceci..." – reszta słów asystenta została zagłuszona, gdy poczuł, że ktoś na niego wpada, a kolejny drink ląduje na jego garniturze.
Alejandro zamarł, a jego szczęka się zacisnęła, gdy spojrzał w dół na drinka, który teraz przesiąkał jego koszulę.
"Kurwa, żartujesz sobie ze mnie?!" – mruknął do siebie, wpatrując się w plamę.
Jego pierwszym instynktem było wybuchnąć, zacząć krzyczeć, ale słowa uwięzły mu w gardle, gdy podniósł wzrok.
Tym razem to nie ta pierwsza kobieta wylała drinka na jego koszulę.
Nie, to była ona. Kobieta, na którą właśnie przed chwilą się gapił.
Jego spojrzenie zatrzymało się na niej na dłużej. Była szczupła, a jednak jej krągłości znajdowały się we wszystkich właściwych miejscach.
Jej twarz nie była pokryta warstwami makijażu, a naturalne piękno było wręcz niezaprzeczalne – ostre kości policzkowe, usta, które były zarazem pełne i miękkie.
Hmm, zastanawiał się, czy byłyby równie miękkie, gdyby je pocałował.
Alejandro patrzył, jak zaczyna mu się przypatrywać, jakby była nim zafascynowana, a jego irytacja tylko rosła; poczuł, jak jego wargi wykrzywiają się z pogardą.
A już myślał, że jest inna, tymczasem okazała się taka sama jak pozostałe. Szkoda, bo była piękna.
"Wiesz, klub jest wystarczająco duży i dobrze oświetlony, żebyś mogła patrzeć, gdzie idziesz" – powiedział chłodno. Jego oczy zwęziły się, oceniając ją.
"Chyba że, oczywiście, jesteś zbyt zajęta uganianiem się za facetami, by to zauważyć".
Kobieta zamrugała i przez chwilę Alejandro myślał, że dostrzegł w niej cień zmieszania. A więc była też dobrą aktorką.
"Ale wy, głupie, nigdy nie uczycie się, by szukać mężczyzn, którzy faktycznie są gotowi spędzić z wami noc za parę dolarów. Zaskoczę cię, są tam, w tamtej strefie" – wskazał palcem.
"Słucham?" – odgryzła się, a jej głos przebił się przez muzykę.
"Nie możesz po prostu tak odzywać się do ludzi" – kontynuowała, a jej ton był ostry, zupełnie jak jego.
Spojrzenie Alejandra prześlizgnęło się po jej ciele, zatrzymując się o sekundę dłużej, niż zamierzał. Kurwa, ten strój dużo odsłaniał.
Czy ona nie miała normalnych ubrań? Jej twarz wystarczyłaby, żeby przyciągnąć mężczyzn, nie musiała podkręcać atmosfery nosząc takie rzeczy.
Nagle poczuł gniew na samą myśl, że ktoś inny mógłby jej dotykać.
"Zostaw to udawanie niewiniątka dla kogoś innego. Znam twój typ i doskonale wiem, po co tu jesteś. Jak już mówiłem, faceci są tam". Wskazał kciukiem na drugą stronę klubu.
Jej oczy zwęziły się i przez chwilę Alejandro myślał, że może wybuchnie. Zamiast tego zrobiła coś, czego się nie spodziewał. Uśmiechnęła się.
"Naprawdę uważasz, że każda kobieta, która tu przychodzi, to dziwka?" – zapytała cichym, uszczypliwym głosem.
Alejandro uśmiechnął się szyderczo. "Nie, tylko kobiety, które ubierają się tak jak ty" – odparował, a z jego głosu kapał jad.
"Kobiety takie jak ty zawsze znajdują drogę do mężczyzn, którzy są chętni, by wydawać pieniądze. Tylko nie rozlej już niczego po drodze na górę".
Te słowa zabolały bardziej, niż chciałby przyznać, i zobaczył, jak na moment zamarła, oszołomiona. Dlaczego był dla niej niepotrzebnie tak surowy?
"A mężczyznom takim jak ty wydaje się, że wiedzą wszystko, prawda?"
Jej oczy spotkały się z jego oczami i przez sekundę Alejandro poczuł, że coś między nimi ulega zmianie, ale zanim zdążył to nazwać, ona odwróciła się i celowym krokiem ruszyła w stronę baru, a on tylko przewrócił oczami.
"Szefie, całe szczęście, że pan jest" – usłyszał głos menadżera.
"Złapaliście tych dwóch?" – zapytał Alejandro, a menadżer zaczął go wtajemniczać w sytuację.
"Hej" – po jakimś czasie usłyszał, jak ktoś go woła, więc się odwrócił.
Kiedy to zrobił, ponownie ujrzał przed sobą tę kobietę. Tym razem miała w dłoniach dwa drinki i zanim zdążył zareagować, poczuł, jak coś ląduje z plaskiem na jego koszuli.
"Co jest, do cholery?!" – warknął Alejandro, robiąc krok w tył.
"Założę się, że nigdy nie spotkałeś tak szalonej dziwki jak ja" – syknęła, a oczy Alejandra zapłonęły wściekłością.
Co za tupet! I to jeszcze na oczach menadżera. Jego dłonie zacisnęły się w pięści, a pragnienie, by ją chwycić i pokazać jej, gdzie jej miejsce, stało się przytłaczające.
"Słuchaj no, ty mała..." – zaczął, ale powstrzymał się, uświadamiając sobie, że ludzie na niego patrzą.
Natychmiast wyciągnął rękę i przyciągnął ją bliżej siebie, chwytając za talię, by utrzymać ją w miejscu. Usłyszał, jak gwałtownie wciąga powietrze i zastyga w bezruchu.
"Pożałujesz tego" – powiedział niebezpiecznie niskim głosem. "Nie wiem, za kogo się uważasz, ale jeśli myślisz, że możesz mnie obrażać przy moich ludziach i ujdzie ci to płazem, to grubo się mylisz".
Zmrużył oczy, gdy dostrzegł bunt w jej spojrzeniu. Nie wycofywała się. Ani na krok.
"Myślisz, że obchodzą mnie twoje groźby?" – powiedziała rzucając mu wyzwanie. "Jesteś po prostu kolejnym dupkiem, któremu wydaje się, że może traktować ludzi jak śmieci z powodu tego, kim jest. Ale zgadnij co, nie boję się ciebie".
Alejandro na ułamek sekundy wstrzymał oddech; coś mrocznego poruszyło się w jego wnętrzu. Była irytująca – owszem – ale było w tym coś więcej. Niezaprzeczalna iskra.
Ktoś nie miałby oporów, by zabić.
"Powinnaś" – ostrzegł cichym i niebezpiecznym głosem. "Ała" – krzyknął, gdy go kopnęła, co sprawiło, że ją puścił.
"Będę się bała, kiedy dasz mi ku temu powód" – prychnęła, odwracając się i odchodząc, a jej biodra lekko kołysały się, gdy przeciskała się przez tłum.
Alejandro stał w miejscu, odprowadzając ją wzrokiem, a myśli kłębiły mu się w głowie.
Coś w niej – to, jak się nie wycofała, jak rzuciła mu wyzwanie – sprawiło, że poczuł się wytrącony z równowagi.
Skoro chciała powodu, by się bać, to da jej powód, by się bała.
"Zdobądź jej dane i to jak najszybciej" – rozkazał menadżerowi. Każdy, kto wchodził do klubu, musiał zeskanować dowód tożsamości, więc jej dane musiały tam być.
To jeszcze nie koniec. Ani trochę.
Z głośnym wydechem Alejandro zmusił się do odwrócenia wzroku i ponownego skupienia na tym, co trzeba było zrobić.
Ale wspomnienie jej postaci, ognia w jej oczach, wciąż w nim tkwiło, sprawiając, że zastanawiał się, kim ona, do cholery, tak naprawdę była.
To nie miało znaczenia. Podetnie jej skrzydła i będzie patrzył, jak błaga o litość.
Wzrok Alejandra powędrował nagle w dół jego ciała, a z jego ust wyrwało się przekleństwo, gdy zauważył, że ma erekcję. "Chyba sobie, kurwa, żartujesz!"






