languageJęzyk

Rozdział 4: Rozwalę ci łeb

Autor: Aeliana Moreau 5 kwi 2026

Nivera wybiegła z toalety; klatka piersiowa falowała od ciężkiego oddechu, a jej ręce drżały.

Gaz pieprzowy wyślizgnął się z jej dłoni i upadł na podłogę, ale nie odważyła się spojrzeć za siebie.

Tętno dudniło jej w uszach, gdy brnęła przed siebie, a jej nogi były niepewne.

Te cholerne obcasy w niczym nie pomagały, ale nie śmiała się zatrzymać, żeby je zdjąć.

Narkotyki krążące w jej organizmie sprawiały, że świat się rozmywał i wirował, a ona zataczała się, chwytając się ścian w poszukiwaniu oparcia.

Musiała uciec.

Nie mogła wrócić do głównej sali klubu, bo Nathaniel by tam czekał, co oznaczało, że musi znaleźć inne wyjście, takie, które nie zaprowadzi jej prosto do niego.

Wzrok jej się zamazywał, gdy błądziła, a dudniąca muzyka powoli cichła w tle. Co to w ogóle za klub?! Przeklinała w duchu, bo korytarze wydawały się nie mieć końca i nigdzie nie było widać wyjścia.

Jej oddech stał się płytki i rwący, podczas gdy zmuszała się do stawiania kolejnych kroków, a nogi z każdą chwilą groziły odmówieniem posłuszeństwa.

W końcu dotarła do ciemnego korytarza, który wydawał się być z dala od klubu, jako że nie słyszała już żadnej muzyki.

Zatrzymała się, opierając się o chłodną ścianę, i próbowała złapać równowagę. Ale jej ciało odmawiało współpracy, głowa pękała jej z bólu, a kończyny stawały się z każdą sekundą coraz cięższe.

Nivera znieruchomiała w pół kroku, gdy nagle go dostrzegła.

Na końcu korytarza, oświetlony jedynie słabym światłem sufitowym, stał mężczyzna z wcześniejszego zdarzenia.

Jej serce załomotało w piersi, gdy dotarła do niej ta scena. Stał twarzą do innego mężczyzny, który osuwał się na podłogę, chwytając się za bok, jakby został uderzony.

Zanim zdążyła przetworzyć to, na co patrzy, ten dupek podniósł pistolet, a jego ruchy były spokojne i wyrachowane.

Niverze zaparło dech w piersiach, jej ciało zastygło w bezruchu.

Mężczyzna na podłodze błagał, a jego głos był słaby i zdesperowany. "Błagam… nie chciałem…"

Rozległ się strzał, ostry i ogłuszający w panującej ciszy.

Krzyk wyrwał się z ust Nivery, zanim zdążyła go powstrzymać na widok tego, czego właśnie była świadkiem, a krew odpłynęła jej z twarzy, gdy mężczyzna natychmiast się odwrócił, blokując na niej swoje ciemne spojrzenie, podczas gdy ona stała sparaliżowana na początku korytarza.

****

Alejandro stał na balkonie z widokiem na klub, a na jego twarzy malowała się mieszanka frustracji i znudzenia, podczas gdy jego wzrok skupiony był na konkretnej kobiecie.

Kobieta z wcześniejszego incydentu, ta, która miała czelność wylać na niego nie jednego, ale trzy drinki, teraz zwisała na Nathanielu Blackwellu, kusząc mową swojego ciała.

Mocniej zacisnął dłonie na barierce, mrużąc ciemne oczy. Nathaniel Blackwell. Facet był osławiony ze swoich romansów, pomimo szeroko komentowanego małżeństwa.

Alejandro wiedział, jaki typ kobiet przyciągał Nathaniel – oportunistki, łowczynie posagów czy kogokolwiek wystarczająco zdesperowanego, by wpaść w jego sieć.

I tak, jak przypuszczał, ta kobieta była jedną z nich. A jednak miała tupet wściekać się, gdy nazwał ją tym, kim w istocie była.

Nie wiedział, dlaczego widok jej w towarzystwie Nathaniela aż tak bardzo go irytował.

Może przez to, jak niewinnie wyglądała, chociaż wcale taka nie była.

A może dlatego, że przez moment, gdy wcześniej siedziała przy barze, pomyślał, że jest inna.

"Szefie" – z zamyślenia wyrwał go głos. Ochroniarz podszedł bliżej, a jego ton był cichy i naglący.

"Mamy na oku tych dwóch facetów, których kazał pan namierzyć. Wciąż są w klubie, ale poruszają się szybko. Wiedzą, że ich namierzyliśmy".

Alejandro wyprostował się, spychając na bok irytację zachowaniem kobiety. "Pokaż mi ich zdjęcia".

Ochroniarz wręczył mu tablet, wyświetlając wizerunki dwóch mężczyzn uchwycone z kamer monitoringu klubu.

Alejandro zapamiętał ich twarze w ułamku sekundy. Było to łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że miał fotograficzną pamięć.

"Rozdzielcie się i przeczeszcie klub" – rozkazał. "Nie powinni uciec daleko".

Rzucając ostatnie spojrzenie w stronę Nathaniela i kobiety, Alejandro odwrócił się i opuścił balkon, kierując teraz całą uwagę na powierzone mu zadanie.

Przeszukiwał klub, co doprowadziło go do strefy z ograniczonym dostępem, słabo oświetlonej i upiornie cichej w porównaniu do chaosu na głównej sali.

Świst

Pierwszy cios padł znikąd.

Alejandro zareagował instynktownie, robiąc unik, a jego refleks był wyostrzony latami treningów.

Mężczyzna rzucił się na niego ponownie, ale Alejandro usunął się z linii ciosu, chwytając napastnika za ramię i wykręcając mu je za plecy.

"Trafiłeś na niewłaściwą osobę i w niewłaściwy dzień" – warknął Alejandro, wbijając mężczyznę w ścianę.

Zbir szamotał się, po czym zdołał wymierzyć słaby cios w bok Alejandra, co tylko dolało oliwy do ognia.

Szybkim, przemyślanym ruchem Alejandro rozbroił go i zadał brutalny cios w szczękę, sprawiając, że mężczyzna osunął się na podłogę.

"Błagam" – błagał mężczyzna, z ust kapała mu krew, gdy dotarło do niego, że sytuacja nie działa na jego korzyść. "Nie chciałem..."

Alejandro nie dał mu dokończyć, wyciągając pistolet i pociągając za spust.

Strzał echem poniósł się po korytarzu, a Alejandro powoli wypuścił powietrze. Odwrócił się, żeby odejść, ale zamarł na dźwięk krzyku.

Jego wzrok od razu skierował się w stronę źródła dźwięku i tam stała ona.

Kobieta z wcześniejszego incydentu stała na końcu korytarza, jej twarz była blada, a szeroko otwarte oczy utkwione w nim.

Wyglądała jak jeleń złapany w blasku reflektorów; jej ciało drżało, gdy patrzyła na ciało na podłodze, a potem znów na niego.

"Nie uciekaj" – ostrzegł chłodno Alejandro, unosząc broń i celując prosto w nią. "Rozwalę ci łeb, jeśli spróbujesz".

Zastygła, klatka piersiowa unosiła się i opadała w ciężkim oddechu, zupełnie jakby nie potrafiła zdecydować, czy ma zemdleć, czy rzucić się do ucieczki.

Alejandro powoli podszedł bliżej, nie opuszczając broni ani na milimetr. "Masz niezły tupet, żeby mnie śledzić...".

Ostry ból w szyi przerwał mu w połowie zdania, a jego dłoń instynktownie powędrowała w kierunku rany. Jego palce musnęły coś małego i metalowego.

Strzykawkę.

Jego oczy rozszerzyły się z niedowierzania, gdy ponownie napotkał jej wzrok. Ta mała zdzira wstrzyknęła mu, kurwa, jakieś świństwo.

"Przysięgam, zabiję cię..."

Jego słowa urwały się, gdy świat wokół zaczął wirować. Wzrok mu się zamazał, a kończyny stały się ciężkie, w miarę jak narkotyk opanowywał jego organizm.

"Ty mała..."

Zanim zdążył dokończyć, narkotyk zaczął w pełni działać i mężczyzna osunął się na podłogę.

Nivera stała nad nim, chwytając krótkie hausty powietrza. Przez chwilę gapiła się na jego nieprzytomne ciało z bijącym szaleńczo sercem.

Nie miała czasu do stracenia, więc po raz kolejny rzuciła się do ucieczki.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4: Rozwalę ci łeb - Uciekająca zdobycz diabła | StoriesNook