Nivera po raz setny przewróciła się na ogromnym, nazbyt miękkim łóżku, a pościel plątała się wokół jej nóg niczym pęta.
Słaby blask księżyca przenikał przez cienkie zasłony, skąpując pokój w srebrze, ale nie przynosił jej to spokoju.
Jej żołądek znów zaburczał – wściekły, natarczywy, niczym bestia odmawiająca bycia ignorowaną.
Jęknęła.
– Serio? – szepnęła w pustkę.
Alejandro jej nie nakarmił. Zn






