languageJęzyk

Rozdział 5: Dzień dobry

Autor: Aeliana Moreau 5 kwi 2026

Nivera biegła, a jej oddech był rwący; nogi ledwo ją niosły, ale nie śmiała obejrzeć się na mężczyznę, któremu właśnie zrobiła zastrzyk.

Działanie narkotyku w jej organizmie stawało się coraz bardziej uderzające, ale parła naprzód, a instynkt wrzeszczał, by zachowała jak największy dystans między sobą, klubem i wszystkimi wewnątrz.

Narkotyki krążące w jej ciele sprawiały, że świat gwałtownie wirował, zamazując krawędzie pola widzenia.

Tętno dudniło jej w uszach, zagłuszając pulsującą muzykę, która cichła w miarę jak oddalała się coraz bardziej.

Musiała stąd uciec!

Jej palce przesuwały się po ścianach, by utrzymać równowagę, a nogi plątały się pod nią.

Nathaniel pewnie czekał w głównej sali klubu, wypatrując jej powrotu jak drapieżnik, którym w istocie był.

Co to w ogóle za klub? Zgrzytnęła zębami z frustracją zmieszaną ze strachem.

Zamarła, gdy nagle wyłoniła się przed nią jakaś postać. Sądząc po ubraniu, zorientowała się, że była to pracownica.

"Błagam, podano mi narkotyki; potrzebuję innego wyjścia, takiego, które nie prowadzi z powrotem do klubu".

"O rety, chodź ze mną" – powiedziała kobieta, podtrzymując Niverę i pomagając jej iść.

Zaczęły kierować się do wyjścia, a Nivera modliła się, by pracownica nie zaprowadziła jej z powrotem do mężczyzn, przed którymi uciekała.

W końcu, na końcu wąskiego korytarza, ukazały się masywne drzwi oznaczone napisem "Wyjście".

Ulga ogarnęła ją całą, gdy pracownica je pchnęła, a Nivera wyczołgała się w chłodne nocne powietrze.

"Chodź, wsadzimy cię do taksówki, byś znalazła się z dala od tego miejsca" – zaproponowała kobieta, a Nivera nie mogła być jej bardziej wdzięczna.

W zaułku za klubem panowała cisza, przerywana jedynie odległym szumem ulicznego ruchu.

Ostry kontrast z chaosem panującym w klubie sprawił, że na moment przystanęła, a jej klatka piersiowa unosiła się i opadała w walce o unormowanie oddechu.

"Dziękuję" – powiedziała do pracownicy, gdy dotarły na ulicę.

"Nie ma za co. Ten klub to niebezpieczne miejsce, zjeżdżają tu drapieżnicy. Dam ci radę: nie wracaj tu" – pouczyła ją pracownica, na co Nivera kiwnęła głową, nawet nie potrzebując tego zapewnienia, bo sama podjęła już takie postanowienie.

"Nie wrócę. Wracaj do środka; poradzę sobie" – powiedziała, a kobieta skinęła głową, po czym odeszła.

Nivera nie miała czasu na ociąganie się, bo w tym samym momencie jej wzrok padł na ulicę, na której pojawiła się taksówka.

Wyszła na światło, machając gorączkowo.

Taksówka z piskiem opon zatrzymała się, a ona szarpnęła drzwi i wpadła na tylne siedzenie. "Jedź", wykrztusiła drżącym głosem. "Po prostu jedź!"

Kierowca odwrócił się w swoim fotelu, marszcząc z troską brwi. "Proszę pani, czy wszystko…"

"Jedź, błagam!" – przerwała mu ostrym tonem, pomimo własnego strachu.

Kierowca wzruszył ramionami i ruszył z krawężnika, zerkając na nią w lusterku wstecznym.

Nivera opadła na siedzenie, dygocząc na całym ciele, podczas gdy w jej głowie po raz kolejny odtwarzały się wydarzenia tego wieczoru. Lubieżny uśmiech Nathaniela. Ciemne, przeszywające oczy nieznajomego. Strzał z pistoletu.

Żołądek przewracał jej się do góry nogami na wspomnienie osunięcia się tamtego mężczyzny na podłogę, wciąż wyświetlające się w jej myślach niczym zapętlony film.

To był pierwszy raz, kiedy była świadkiem czyjegoś morderstwa; przycisnęła dłoń do ust, by zdusić żółć podchodzącą jej do gardła.

Ten nieznajomy zabił tamtego człowieka z zimną krwią, a jego ruchy były spokojne i wyrachowane; po jego zachowaniu wyraźnie było widać, że nie robił tego po raz pierwszy.

Ten wniosek sprawił, że wzdrygnęła się, zadając sobie pytanie: czy gdyby ich konfrontacja w klubie nie była tak publiczna, zabiłby również ją?

Ta myśl przyprawiła ją o dreszcze na plecach. Obejrzała się przez ramię, wpół oczekując, że zobaczy jego twarz patrzącą na nią przez tylną szybę.

Nivera potrząsnęła głową, zmuszając się do powstrzymania hiperwentylacji.

Nie mogła wrócić do swojego mieszkania. Ludzie Nathaniela na pewno już jej szukali, i nie było pewności, czy nieznajomy nie zrobi tego samego.

Narkotyk, który mu wstrzyknęła, miał działać godzinami, ale wolała nie ryzykować.

Jej głos zadrżał, gdy wychyliła się do przodu, by zwrócić się do kierowcy. "Zawieź mnie do najbliższego motelu".

"Zrozumiałem, ale będzie to kosztować" – kiwnął głową mężczyzna, zmieniając pas ruchu.

Kilka minut później taksówka podjechała pod mały, obskurny motel na obrzeżach miasta. Neonowy znak migotał, rzucając upiorne cienie na popękany chodnik.

Nivera zapłaciła za przejazd trzęsącymi się rękami, rzuciła szybkie "dziękuję" i wysiadła.

Dowlokła się do wnętrza motelu, co zajęło jej kilka minut, jako że zaczynała tracić czucie w ciele.

Nathaniel był łajdakiem!

Skoro narkotyki jej nie uśpiły, a zamiast tego powoli odbierały sprawność, to znaczy, że chciał, by była świadoma tego, co jej robi, a jednocześnie by nie mogła stawiać oporu.

Recepcjonista nawet na nią nie spojrzał, gdy się zameldowała, wręczając jej klucz do jednego z pokoi na piętrze. Wspięła się po schodach, a jej nogi ociężałe z wyczerpania ledwo za nią nadążały.

Gdy znalazła się w środku, zamknęła drzwi na klucz i nasunęła łańcuch; jej ręce drżały, gdy zamykała zasuwę.

W pokoju czuć było zapach pleśni, a meble były zużyte i nie pasowały do siebie. Ale była tu bezpieczna.

Od razu osunęła się na łóżko, a jej ciało zatopiło się w materacu.

Jej myśli zawirowały, gdy po raz kolejny odtwarzała wydarzenia z tego wieczoru. To była jej ostatnia szansa, jedyna możliwość ocalenia kariery i udowodnienia swojej wartości.

Teraz wszystko przepadło!

Łzy napłynęły jej do oczu i pozwoliła im spłynąć, a jej ciało dygotało.

Nazywała się Nivera Elton i była najmłodszą córką rodziny Eltonów. Eltonowie stanowili jedną z najbogatszych i najpotężniejszych rodzin na świecie.

Od lat rządzili światem finansów i inwestycji. Dla wszystkich wokół brzmiało to wspaniale, lecz nie dla niej. W ich rodzinie tradycją było przygotowywanie każdego dziecka do wejścia do rodzinnej firmy.

To był dla niej ogromny problem, gdyż w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa, które było ułożone i posłuszne, ona zawsze stanowiła czarną owcę.

Podczas gdy oni brylowali na salach konferencyjnych i bez mrugnięcia okiem wykonywali polecenia ojca, ona zawsze pragnęła wolności. Pragnęła życia pełnego kreatywności i pasji, czyli wartości, które jej ojciec zbywał jako próżne.

Kiedy w końcu zdobyła się na odwagę, by powiedzieć mu, że chce rozpocząć karierę w modelingu, był niezwykle wściekły.

Dał jej jednak dwa lata, by się wykazała, by dotarła na szczyt bez używania nazwiska Eltonów. Jeśli odniesie sukces, da jej spokój i pozwoli na kontynuację kariery.

Jeśli jednak poniesie porażkę, nie tylko straci dziedzictwo, ale również zmusi ją do poślubienia wybranego przez siebie mężczyzny, a znając swojego ojca, doskonale wiedziała, że ten wybór nie przypadnie jej do gustu.

Gdy tylko zadebiutowała w branży, jej kariera nabrała rozpędu; zwracały się do niej różne firmy, a ona osiągnęła to wszystko bez pomocy rodzinnego nazwiska.

Ludzie znali ją tylko jako Niverę, a ukrywanie nazwiska było łatwe, ponieważ rodzina Eltonów ceniła sobie prywatność, tak więc Nivera nie dorastała w blasku fleszy.

Wszystko szło pomyślnie, dopóki nie zaatakował Nathaniel.

Do upływu terminu zostało jeszcze kilka miesięcy, ale to i tak był koniec.

Teraz nie miała wyboru. Będzie musiała wrócić do domu, zmierzyć się z dezaprobatą ojca i poślubić mężczyznę, którego uzna za odpowiedniego.

Ciężar porażki uciskał jej klatkę piersiową, aż zapłakała się do snu, co nie było trudne, zważywszy na to, że narkotyk w końcu ją uśpił.

****

Promienie słoneczne wdzierały się przez cienkie zasłony i padały na twarz Nivery, co zmusiło ją do otwarcia oczu.

Przez chwilę leżała tam zdezorientowana, ale spokojna, podczas gdy wydarzenia poprzedniego wieczoru były tylko sennym wspomnieniem.

Ziewając, usiadła i przeciągnęła się, po czym zamknęła oczy, próbując otrząsnąć się z utrzymującego się wciąż wyczerpania.

"Dzień dobry", przeciągnął niski, mrożący krew w żyłach głos, a Nivera poczuła, że zamiera jej serce.

Jej oczy gwałtownie się otworzyły i zamarła w bezruchu; oddech uwiązł jej w gardle, gdy odwróciła się w kierunku, z którego dobiegł ten dźwięk.

Na krześle przy oknie siedział sam diabeł, którego ciemne oczy utkwione były w niej z drapieżnym błyskiem.

Jego postawa wydawała się odprężona, a jedno ramię opierał o oparcie krzesła z taką swobodą, jakby to miejsce należało do niego.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5: Dzień dobry - Uciekająca zdobycz diabła | StoriesNook