Słońce ledwie zaczęło zachodzić, gdy elegancki samochód Alejandro wjechał na podjazd jego rezydencji.
Gasnące światło malowało niebo w posiniaczonych odcieniach pomarańczu i fioletu, ale to piękno ledwie do niego docierało, bo po pierwsze, nic go to nie obchodziło, a po drugie, nadal nic go to nie obchodziło.
Gdy tylko wysiadł, coś zaczęło go dręczyć; nad domem unosił się jakiś ciężar.
Omiótł wz






