Poranne słońce łagodnie przesączało się przez zasłony, rzucając na pokój blade, złote smugi.
Nivera poruszyła się, a z jej ust uciekło ziewnięcie. Zmarszczyła brwi przez sen, bo pragnęła pospać dłużej, ale wyglądało na to, że nie będzie jej to dane.
Próbowała się obrócić, ale coś — nie, ktoś — przytwierdził ją do miejsca.
Jej rzęsy powoli zatrzepotały, a wzrok spoczął na postaci leżącej obok niej.






