"Panie Zeno, stan pańskiej babci jest krytyczny, potrzebujemy pieniędzy, aby rozpocząć leczenie. Na razie kwota, którą pan przekazał, wystarczy na dwa miesiące, ale nie mogę obiecać, że będziemy kontynuować po tym czasie, jeśli nie dostarczy pan więcej funduszy" – wyjaśnił doktor Ezra, stojąc z Zeno przed salą na ostrym dyżurze.
"Rozumiem, panie doktorze. Opłacę wszystkie jej rachunki medyczne, proszę tylko zaopiekować się moją Babcią! Obiecuję płacić co miesiąc, dopóki wszystko nie zostanie uregulowane!" – błagał Zeno.
Był zdruzgotany; zaledwie dwadzieścia dwa godziny temu stracił rodziców w wypadku. Dzisiaj miała być ich dwudziesta czwarta rocznica ślubu. Jechali odebrać go z domu klienta, żeby mogli wszyscy razem wyjść i świętować, ale niestety spotkał ich okrutny los.
Jego rodzice zginęli na miejscu, nie zdążywszy się pożegnać, a Babcia została ciężko ranna i zapadła w śpiączkę.
"Wszystko zależy od pana, niech pan dotrzyma słowa. Powodzenia!" – powiedział doktor Ezra, zostawiając go samego na korytarzu.
Zeno stał tam, a cały jego świat walił się w gruzy. Czuł się zagubiony.
Przez dwadzieścia trzy lata swojego życia po raz pierwszy miał zostać sam. Zawsze otaczali go kochający rodzice i urocza Babcia. Teraz był sierotą i stał na skraju utraty jedynego członka rodziny, którego tak bardzo kochał.
Odwaga wstąpiła w niego, gdy pomyślał o Babci; zamierzał zrobić absolutnie wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić jej odpowiednie leczenie. Nie mógł pozwolić jej umrzeć.
Tym razem miał wybór; nie dostał takiej szansy w przypadku swoich rodziców.
Zamierzał pielęgnować i walczyć o jedyną osobę, którą wszechświat mu pozostawił.
Sebastian Orion miał na sobie drogą, szytą na miarę czarną koszulę i czarne spodnie. Lśniące czarne buty i spersonalizowany zegarek Rolex dopełniały jego chłodnego, onieśmielającego wyglądu miliardera z mafii.
Jego wysokie, ostre rysy twarzy były dodatkowym atutem. Włosy miał starannie ostrzyżone i zaczesane do tyłu, zaledwie dwa kosmyki opadały po obu stronach jego gładkiej twarzy, tuż nad oczami.
Stał przed swoją wielką rezydencją, czekając na transport.
"Szefie, samochód jest gotowy" – poinformował przez słuchawkę mężczyzna ubrany cały na czarno.
Czarne Lamborghini z jego imieniem na tablicy rejestracyjnej powoli zatrzymało się przed nim, a drzwi gładko i płynnie uniosły się niczym ptasie skrzydło.
Zanim zdążył zejść po schodach, zatrzymał go wzburzony, młody głos.
"Tatusiu, dlaczego tym razem nie mogę pojechać z tobą?!" – z wielkiego domu wybiegł czteroletni chłopiec, niosąc w małych rączkach swoją niewielką walizkę.
Wyglądał jak miniaturowy Sebastian. Jego rysy twarzy wyglądały, jakby zostały sklonowane z twarzy ojca, a jego aura była dokładnie taka sama.
Mężczyźni w czerni wyglądali na przerażonych, gdy zobaczyli młodego chłopca. Wiedzieli, że ich szef nie lubił, gdy ktoś zawodził w swoich obowiązkach, a oni zawiedli.
Tydzień temu polecił im zająć czymś chłopca i znaleźć mu tymczasową nianię przed jego wyjazdem w podróż służbową.
Ale ponieśli porażkę.
Nikt nie chciał przyjąć posady niani u Sebastiana Oriona. Bali się go, przerażeni tym, co mogłoby się z nimi stać, gdyby pracowali w tak bliskim jego otoczeniu.
Plotki o tym, jak ludzie, którzy go obrazili, nagle znikali bez śladu, krążyły po ulicach. Nikt nie odważył się podjąć takiego ryzyka, by pracować w jego domu!
"Przepraszam, szefie, zawiodłem cię. Przyjmę każdą karę" – Ida, jego osobisty asystent, podbiegł i skłonił się przed nim, biorąc na siebie winę za swoje niedociągnięcia.
Ida nie śmiał powiedzieć, że nie mógł nikogo znaleźć tylko dlatego, że ludzie mówili, iż się boją.
Jego szef wierzył, że pieniądze, które zaoferował, przyciągną każdego.
Sebastian znał powód, dla którego nie mogli znaleźć niani dla jego syna. On też słyszał te plotki, cóż... Nie do końca plotki.
Tylko skinął głową i odwrócił się do swojego rozzłoszczonego syna.
"Ken, wrócę, gdy tylko dobiję targu z prezydentem Francji" – zniżył się do poziomu syna, gładząc go po włosach.
Ken tylko wydął wargi i odwrócił twarz od ojca.
"Będziesz miał dobrą opiekę niani. Nie bądź uparty jak ostatnim razem. Dobrze?" – Sebastian próbował przekonać syna.
"Nieważne!" – Ken odwrócił się w przeciwnym kierunku i pomaszerował z powrotem do domu.
Jego ludzie wiedzieli, że syn był jedyną osobą, która miała prawo mówić i zachowywać się, jak tylko chciała wobec ich szefa. Każdy inny wąchałby już kwiatki od spodu.
"Podwój stawkę, Ida" – rozkazał Sebastian swoim głębokim głosem.
"Tak jest, szefie" – odpowiedział Ida.
Zeno właśnie zszedł z ringu bokserskiego. Pot spływał po jego stonowanym, męskim ciele, nadając skórze blask.
Znów odniósł zwycięstwo. Wokół ringu słychać było głosy wiwatujących ludzi, którzy trzymali w górze tabliczkę z jego imieniem, machając nią ostrożnie od lewej do prawej.
Byli szczęśliwi, że wygrali swoje zakłady.
Zeno cieszył się, że miał tak wielu zwolenników. Oznaczało to, że wiele osób na niego postawiło; był pewien, że wypłata za dzisiejszy wieczór będzie ogromna.
Zignorował szefa swojego przeciwnika, który był zajęty oskarżaniem go o faul i żądaniem rewanżu.
Stary człowiek po prostu oszalał. Jak mógł żądać rewanżu, skoro jego zawodnik leżał nieprzytomny na ringu?!
Nie był w nastroju, by zabawiać chciwego starca. Wszystko, czego pragnął, to spotkać się ze swoim szefem i odebrać pieniądze za dzisiejszą noc. Potrzebował każdej możliwej gotówki na rachunki medyczne swojej Babci.
Naciągnął czarną koszulkę przez głowę, podchodząc do swojego szefa.
"Panie Rico" – Zeno zawołał mężczyznę w średnim wieku, który stał do niego tyłem, rozmawiając z młodszym mężczyzną, wyglądającym, jakby był zrobiony z pieniędzy.
"Ach, Zeno! Niezła walka, chłopcze!" – pan Rico poklepał go po ramieniu, sprawiając, że skrzywił się z bólu.
"Uch!" – stęknął Zeno.
"Oh, przepraszam, chłopcze. Zapomniałem, że to była ciężka przeprawa" – powiedział pan Rico z chichotem.
"W porządku" – odpowiedział Zeno.
"To jest pan Nicholas, będziesz widywał go częściej. Nicholas, to Zeno, nasz najlepszy bokser" – to było wszystko, co pan Rico powiedział, zanim odciągnął Zeno od pana Nicholasa. Nawet nie pozwolił im się przywitać.
"Proszę bardzo! Świetna walka, chłopcze" – wręczył Zeno lekką kopertę.
"Nie zapomnij dać z siebie wszystkiego w przyszłym tygodniu, przynieś mi więcej pieniędzy! Ha-ha-ha!" – pan Rico zaśmiał się głośno.
Zeno nie podzielał jego rozbawienia. Stał tylko, ważąc w dłoniach lekką kopertę. Już wiedział, ile było w środku. Bez względu na to, jak wielka była walka, nigdy nie dostał więcej niż dwadzieścia dolców. To było mało, ale nie miał wyboru. Ilekroć prosił o podwyżkę, zawsze słyszał, że zarobione pieniądze idą na utrzymanie i łapówki dla urzędników, którzy pozwalali im prowadzić podziemne walki.
Uciekał się do akceptowania tego, co mu dawano. Nie chciał być nierozsądny.
"Dzięki, Rico" – włożył kopertę do kieszeni spodenek i odszedł.
"Do usług, chłopcze, do usług" – powiedział pan Rico do jego oddalającej się sylwetki.
Na zewnątrz budynku widać było palących i rozmawiających mężczyzn i kobiety.
"Hej, patrzcie! To nasz mistrz!" – powiedziała dziewczyna z grupy chłopaków. Miała na sobie sportowy stanik i workowate dżinsy, a koszulę w kratę przewiązaną wokół talii.
"Hej, stary! Gratulacje z okazji dzisiejszej wygranej!" – powiedział jeden z chłopaków, wypuszczając dym.
Zeno uśmiechnął się i podszedł do nich.
"Dzięki, Anna, Will" – powiedział do nich, gdy wymienili sekretny uścisk dłoni.
Anna i Will byli rodzeństwem, jedynymi osobami, które mógł nazwać przyjaciółmi. Przez lata narobił sobie więcej wrogów niż przyjaciół ze względu na swój zawód; jego przeciwnicy zawsze nienawidzili go po walce.
"Hej, Mistrzu, zaczekaj" – Anna podbiegła do niego, gdy właśnie miał wsiąść na swój potężny motocykl.
"Co tam, Anna?" – zapytał.
"Wiem, że jesteś teraz w kropce. Widziałam to ogłoszenie w internecie i postanowiłam zapisać je dla ciebie, proszę" – Anna wręczyła mu swój telefon.
Zeno wziął go niechętnie. Myślał, że to kolejna podziemna robota; nie sądził, by dał radę pociągnąć dwie bokserskie posady.
"Co takiego?!" – zapytał Zeno z niedowierzaniem.
Pierwszą rzeczą, która rzuciła mu się w oczy, była cena na górze ogłoszenia. Nie mógł w to uwierzyć. Jaka praca mogła oferować taką kwotę w dzisiejszych czasach?
Szybko to przeczytał i w końcu do niego dotarło.
"Niania?" – zapytał z uniesioną brwią.
To musiało być oszustwo. Kto płaci niani dziesięć tysięcy dolarów miesięcznie?!






