"Tak, sama bym to wzięła, ale znasz mnie, nie mam podejścia do dzieci. Ty natomiast przyszedłeś mi na myśl, gdy tylko to zobaczyłam. Wchodzisz w to?" – wyjaśniła Anna.
Zeno nie mógł uwierzyć własnym oczom i uszom.
Czy by to przyjął? Jasne, że tak! Wiedział, że Anna kochała pieniądze. Gdyby w grę nie wchodziły dzieci, był pewien, że w ogóle by o nim nie pomyślała.
"Dzięki, Anna! Jestem ci dłużny" – przyciągnął Annę w przyjaznym uścisku, całując ją w czubek głowy.
"Daj spokój, przestań. Jesteśmy rodziną, nie zapominaj o tym" – powiedziała Anna, ukrywając zarumienione policzki na jego klatce piersiowej.
"Jestem ci dłużny, mówię poważnie" – obiecał.
"W porządku, dam ci znać, czego chcę w zamian, później. A teraz idź zgarnąć te pieniądze, zanim zrobi to ktoś inny" – powiedziała mu Anna z uśmiechem.
"Na razie!" – Zeno wsiadł na swój motocykl i odjechał z rykiem silnika.
Anna cieszyła się szczęściem Zeno, ale jednocześnie było jej go żal. Nie miał pojęcia, dla kogo z taką radością idzie pracować.
Szczerze mówiąc, to nie praca niani ją odstraszyła, ale nazwisko pracodawcy, które zobaczyła pod ogłoszeniem...
Cel podróży był dość daleko. Zeno musiał wjechać do centrum miasta, by znaleźć ten dom, a raczej... rezydencję.
Nie był pewien, czy to dobry pomysł, by tak swobodnie podjeżdżać motocyklem pod tak pilnie strzeżoną bramę.
Zastanawiał się, dlaczego właściciel rezydencji potrzebował aż tylu strażników. Czy był jakimś baronem narkotykowym?
"Stój!" – strażnik w czarnym mundurze i czarnej masce na twarzy podniósł rękę, dając mu sygnał do zatrzymania się w połowie drogi do bramy.
Zeno zgasił silnik i podszedł do strażnika. Miał nadzieję, że trafił pod właściwy adres, bo jeśli nie... mogło być nieciekawie.
"Podaj cel wizyty" – powiedział strażnik, przeładowując broń, gdy Zeno się do niego zbliżył.
"Przyszedłem w sprawie pracy jako nianiek" – odpowiedział Zeno, podnosząc ekran telefonu, by pokazać strażnikowi ogłoszenie, które go tu sprowadziło.
"Nianiek?" – zapytał strażnik.
"Tak, no cóż, to ma być niania, ale ponieważ jestem mężczyzną, chyba powinno się na mnie mówić nianiek" – wyjaśnił ostrożnie Zeno.
Strażnik nie odpowiedział. Tylko przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, po czym odsunął się, by przemówić do słuchawki w swoim uchu.
"Chodź!" – przywołał Zeno.
"Ręce do góry" – rozkazał strażnik.
Zeno posłuchał, pozwalając na dokładne przeszukanie od stóp do głów.
"Wszystko czyste" – strażnik przemówił do osoby po drugiej stronie słuchawki.
"Wejdź" – strażnik nacisnął przycisk na małym pilocie, którego wyłowił z kieszeni, a brama płynnie się otworzyła.
"Zabierz ze sobą motocykl" – dodał strażnik.
Zeno wrócił do swojego motocykla i wjechał na ogromny teren posiadłości.
"Chodź za mną" – powiedział do niego mężczyzna, gdy tylko zsiadł z maszyny.
Był to mężczyzna w średnim wieku, ubrany jak kamerdyner.
Zeno w milczeniu podążał za nim w górę długich schodów. Gdy dotarli do drzwi, Zeno usłyszał znikąd kobiecy głos.
"Witaj, Kamerdynerze Nicole. Ze względów bezpieczeństwa proszę o zidentyfikowanie obcego, który ci towarzyszy."
"Mam na imię Zeno" – odpowiedział Zeno, zanim kamerdyner zdążył cokolwiek powiedzieć. Wiedział, że jeszcze nie przedstawił się mężczyźnie, i chciał pomóc.
"Przepraszam, odmowa dostępu. Głos nierozpoznany" – odpowiedział głos.
"Proszę się nie odzywać, bo inaczej nas nie wpuszczą" – skarcił go Kamerdyner Nicole.
Zeno poczuł się wyśmiany przez inteligentnego robota domowego. Czuł się głupio. Właściciel tego domu musiał być obrzydliwie bogaty.
"Siri, to Zeno, nianiek Kena. Zsynchronizuje się z tobą, gdy tylko wejdziemy" – wyjaśnił Kamerdyner Nicole.
"Dobrze, dostęp przyznany. Witaj, Zeno" – odpowiedziała Siri.
Potężne drzwi gładko się rozsunęły, a gdy weszli do środka, światła zapaliły się automatycznie.
Zeno ruszył za Kamerdynerem Nicole do trójkierunkowego korytarza, a następnie poszedł prosto. Światła odbijały się od lśniących powierzchni podłogi i ścian.
Weszli do ogromnego salonu. Zauważył schody na obu jego końcach, prowadzące na piętro.
Wszystko było utrzymane w szarości i czerni: pluszowa sofa, gigantyczny telewizor, ściany. Tylko stolik na środku był wykonany z krystalicznie czystego szkła.
Zeno czuł, że tu nie pasuje.
Sekundę później mały chłopiec z gniewem zszedł po schodach.
"A to kto znowu, Nicole?" – zapytał niezadowolony Ken, wydymając wargi i krzyżując małe ramiona na klatce piersiowej.
"To Zeno, będzie się tobą opiekował do powrotu twojego ojca" – wyjaśnił Kamerdyner Nicole naburmuszonemu chłopcu.
"Nie chcę go! Chcę kobietę! On wygląda niebezpiecznie" – zaoponował Ken.
Kamerdyner Nicole oniemiał. To Ken odrzucił wszystkie poprzednie nianie, twierdząc, że traktowały go źle, gdy byli sami.
"Kenie, kochanie, zaufaj mi, będę pierwszym, który go zwolni, jeśli będzie cię źle traktował. Ale twój ojciec chce, żebyś miał odpowiednią opiekę. Nie chcesz sprawić tatusiowi radości?" – Kamerdyner Nicole próbował przekonać chłopca.
Ken ucichł, w milczeniu rozważając słowa kamerdynera.
Chciał sprawić ojcu radość, chciał go zadowolić. Ojciec zawsze był w paskudnym nastroju. Podjął decyzję.
"Dobrze! Zostaje, dopóki tatuś nie wróci!" – ogłosił Ken i pobiegł po schodach na górę, znikając w korytarzu.
Przez cały ten czas Zeno stał w miejscu, przysłuchując się ich dyskusji. Dziękował Bogu, że to uparte dziecko-szef go zaakceptowało.
"Ty, chodź" – powiedział Kamerdyner Nicole i wszedł do jadalni.
Położył laptopa marki Apple na stole i po zebraniu niezbędnych danych od Zeno, pomyślnie dodał go jako członka inteligentnego domu.
"Od teraz możesz prosić Siri o pomoc we wszystkim, co dotyczy domu. Chodź za mną" – powiedział Kamerdyner Nicole.
Zeno zaczął myśleć, że może chodzenie za kamerdynerem było tym, po co tu przyszedł. Robił to, odkąd tylko wszedł na teren posiadłości.
Poszedł za nim po schodach, którymi wcześniej wbiegł Ken.
"To twój pokój, tuż obok pokoju Kena, w ten sposób łatwo do niego dotrzesz" – powiedział Kamerdyner Nicole.
"Spróbuj" – dodał.
"Hę?" – zapytał zagubiony Zeno.
"Spróbuj poprosić Siri o otwarcie twoich drzwi" – wyjaśnił Kamerdyner Nicole.
"Oh, okej. Siri, otwórz moje drzwi" – powiedział Zeno, z przyzwyczajenia pocierając kciukiem ekran swojego telefonu.
"Dobrze, Zeno. Otwieram twoje drzwi" – i tak po prostu, drzwi się otworzyły.
Zeno był pod wrażeniem. Chciałby, żeby byli tu jego rodzice i Babcia. Żartowaliby z niego, że trafił główną wygraną na loterii i w ogóle.
"Jesteś zatrudniony, młody człowieku. Powodzenia, czuj się jak w domu, ale ostatnie piętro jest poza twoim zasięgiem. Zrozumiano?" – podkreślił Kamerdyner Nicole.
"Tak, proszę pana. Dziękuję" – powiedział Zeno.
Nie musieli się martwić, jego jedynym zajęciem w tej rezydencji była ta mała kula ognia. Oswajanie go będzie świetną zabawą.
Jego pokój okazał się najbardziej komfortowym pomieszczeniem, jakie kiedykolwiek widział. Choć łóżko nie było królewskich rozmiarów, wciąż było wystarczająco duże, by pomieścić dwie osoby, a szara pościel wyglądała niezwykle kusząco dla jego słabego i wyczerpanego ciała.
Szafa była ogromna, podobnie jak telewizor. Zaczął się zastanawiać, czy oni naprawdę potrzebowali niani, czy po prostu chcieli zapłacić komuś, by przyszedł i doświadczył luksusu tej rezydencji.
To był najbardziej luksusowy dom, jaki widział w całym swoim życiu.
Jego rodzina nie była biedna. Mieli przeciętny dom z trzema sypialniami, a czasem spał w jednym pokoju z Babcią.
Jego Babcia; myśl o niej wyrwała go z marazmu.
Czas zabrać się do pracy.
Właśnie gdy miał się odwrócić i odejść od drzwi, usłyszał cichy dźwięk powiadomienia. Rozejrzał się i zobaczył świecący tablet leżący na szafce nocnej.
Ppodszedł i wziął go do rąk. Migało na nim przypomnienie o wiadomości. Stuknął w ekran, a wiadomość się wyświetliła; brzmiała: Czas na ciepłe mleko dla Kena.
Odłożył tablet z powrotem na stolik i wyszedł z pokoju. Zeszedł na dół i stanął w salonie. Musiał znaleźć kuchnię.
"Hej, Siri, włącz światła w kuchni" – powiedział, mając nadzieję, że Siri jeszcze nie śpi.
"Dobrze, Zeno. Światła w kuchni włączone" – odpowiedziała Siri.
Zeno poczuł się głupio, mógł się po prostu domyślić. Była tuż za jadalnią.
Biały żyrandol sprawiał, że i tak już elegancka kuchnia wyglądała jak miejsce, w którym Gordon Ramsay mógłby prowadzić swój program.
Wyrafinowana pod każdym względem.
Podszedł do lśniącego, czarnego blatu kuchennego i wyciągnął kubek.
Otworzył dwudrzwiową lodówkę, wyjął butelkę mleka i nalał trochę do kubka.
Wstawił je do mikrofalówki, a gdy podgrzało się do pożądanej temperatury, wyjął je i poszedł na górę do pokoju Kena.
"PUK! PUK!"
Zeno zapukał, ale nie usłyszał odpowiedzi.
"PUK! PUK!"
Zapukał ponownie, ale wciąż nie było odpowiedzi.
Była 21:58, chłopak musiał już zasnąć.






