languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Aeliana Thorne4 kwi 2026

Dwa miesiące później...

"Zeno! Zeno! Chodź! Przegapisz to, to bardzo ciekawe!" – krzyknął Ken do Zeno, który mył naczynia w kuchni.

"Już do ciebie idę, stary" – odpowiedział Zeno z kuchni.

Zanim skończył i poszedł do salonu, Ken już mocno spał, a na ekranie telewizora leciał ostatni odcinek "Awatar: Legenda Aanga".

Wyłączył telewizor, zaniósł chłopca do jego pokoju i przykrył go kołdrą na łóżku.

Ostatnie dwa miesiące spędzone z Kenem były pełne zabawy.

Udało mu się sprawić, by wyszedł ze swojej skorupy i otworzył się przed nim. Bawił się i rozmawiał z nim przez większość wolnych dni, ale chłopiec nigdy tak naprawdę nie wspominał o niczym dotyczącym swoich rodziców. Czuł, jakby Ken wcale nie unikał tego tematu, po prostu wydawało się, że autentycznie nie ma nic do powiedzenia na ich temat, co Zeno uznał za trochę smutne.

Zaznajomił się też z kilkoma ochroniarzami; nie byli zbytnio przyjaźni, ale przynajmniej nie celowali już do niego z broni za każdym razem, gdy go widzieli, a to był dobry znak.

Wyobrażał sobie, jak nudne musiało być życie Kena przed jego przybyciem, bycie jedynakiem w przypominającym mafię świecie.

Usiadł na kanapie, wyciągnął z kieszeni telefon i napisał do Anny.

Zeno: Cześć, Anna. Przepraszam, ominęły mnie dwie ostatnie walki; ta praca jest trochę dziwna; nie wypuszczą mnie, dopóki ich szef nie wróci z podróży, czyli... jeszcze przez miesiąc. Pomóż mi zagadać do Rico, ciebie słucha chętniej.

Gdy tylko to wysłał, natychmiast otrzymał powiadomienie.

Anna: Nie ma problemu, dla ciebie wszystko.

Uśmiechnął się, czytając jej odpowiedź. Położył telefon na środkowym stoliku i rozluźnił się na ogromnym fotelu sofy, postanawiając przespać się tam przez chwilę przed pójściem do swojego pokoju. Wkrótce ogarnął go sen.

Od strony wejścia rozległy się zbliżające kroki, ale Zeno był zbyt pogrążony we śnie, by je usłyszeć.

Kroki brzmiały coraz bliżej, bliżej i bliżej, aż w końcu usłyszał słaby głos Siri witającej kogoś w domu. Zanim jednak zdążył otworzyć oczy, by sprawdzić, kto to taki, poczuł, jak duża dłoń zaciska się na jego szyi. Jego nogi zostały mocno zablokowane między znacznie większymi nogami i poczuł zimny metal pistoletu przyłożony bezpośrednio do jego... pistoletu.

Zeno odruchowo otworzył oczy, gotowy odeprzeć atak napastnika, ale gdy tylko to zrobił, napotkał hipnotyzujące, ciemnoszare tęczówki, które wpatrywały się w niego niebezpiecznie.

Twarz jego napastnika była zbyt blisko, nie mógł rozpoznać rysów, ale wiedział, że są ostre, nawet z bliska.

Nie kłopotał się walką. Nie chciał stracić swojego małego sprzętu tam na dole, a jego Babcia wciąż oczekiwała od niego wnuków. Nie mógł jej zawieść.

"Kim. Ty. Jesteś?" – głos jego napastnika był bardzo głęboki, mroczny i stanowczy.

Zeno był wojownikiem, ale na dźwięk tego głosu poczuł dreszcz przerażenia biegnący wzdłuż kręgosłupa.

Dłoń na szyi Zeno zacisnęła się, ale zniósł to. Był wojownikiem.

Sądząc po wyglądzie i pewności siebie napastnika, to był jego szef. A on właśnie wpadł w tarapaty z pozornie niebezpiecznym mężczyzną, leżąc wygodnie na jego drogiej skórzanej kanapie.

Przypomniał sobie słowa Kamerdynera Nicole, który kazał mu czuć się jak w domu; teraz proszę, do czego to doprowadziło; zaraz mógł stracić swoją najbardziej cenną część ciała.

Ostrożnie obmyślał, jak odpowiedzieć wściekłemu mężczyźnie nad nim. Nie chciał z nim zadzierać.

"Pańskim niańkiem, proszę pana" – zdołał odpowiedzieć Zeno przez zaciśnięte drogi oddechowe.

'Ten facet to diabeł!' – pomyślał Zeno.

Już go nienawidził.

"Kim ty kurwa jesteś!"

TRACH!

Mocny cios wylądował na twarzy Zeno, blisko oka.

Sebastian chciał wrócić do domu wcześniej, żeby móc odesłać nianię, którą znaleźli dla jego syna.

Ale nie spodziewał się zobaczyć chłopaka niani, leżącego wygodnie na jego kanapie, jakby to był ich własny dom.

A jego instynkt podpowiadał mu, że z mężczyzną na kanapie jest coś nie tak; mógł być szpiegiem od jego wrogów.

Stracił cierpliwość do intruza.

"Odpowiadaj!" – Sebastian uderzył Zeno w wargi, rozcinając je przy okazji.

Miał szczęście, że nie rozwalił mu jaj, gdy tylko wszedł. Wyglądało jednak na to, że skurwiel wciąż próbował z nim pogrywać, biorąc jego litość za głupotę.

"Cholera! Jestem pańskim niańkiem!" – Zeno odparł ze złością, zlizując krew z warg.

Gdyby nie fakt, że mężczyzna używający go jako worka treningowego miał zapłacić mu ogromną sumę pieniędzy, oddałby mu. Ale nie zrobił tego, i to niekoniecznie z powodu pieniędzy, ale dlatego, że facet wciąż trzymał broń wycelowaną w juniora Zeno.

"Tatusiu! Puść Zeno!" – Ken zbiegł po schodach i odepchnął ojca od Zeno.

"Kto to jest, Ken?" – zapytał Sebastian, chowając syna za swoją nogą, by osłonić go przed Zeno.

Zeno dotknął dłonią posiniaczonej twarzy, podnosząc się z fotela.

Nie tak wyobrażał sobie swój wieczór. Myślał, że szef wraca dopiero za miesiąc?

"To mój nianiek i mój najlepszy przyjaciel" – Ken wybiegł zza nóg ojca, stanął obok Zeno i złapał go za ręce.

"Dobry wieczór, panu. Nazywam się Zeno Evander; nianiek pańskiego syna" – Zeno wyprostował się i przedstawił oficjalnie.

"Kto cię zatrudnił?" – zapytał Sebastian zimnym tonem, marszcząc mocno brwi na widok Zeno.

Nie podobał mu się.

Wpatrywał się w to, jak jego syn opiekuńczo trzymał za rękę tego nieznajomego, jakby łączyła ich głębsza więź, której on nigdy by nie zrozumiał.

"Kamerdyner Nicole, proszę pana" – odpowiedział Zeno, czując ból i upokorzenie.

"Siri? Wezwij Kamerdynera Nicole" – rozkazał Sebastian.

"Zrobione, proszę pana" – odpowiedziała Siri.

Niedługo potem widać było, jak Kamerdyner Nicole podchodzi do nich z pochyloną głową. Był zaskoczony widokiem szefa w salonie, wszyscy myśleli, że zostanie tam jeszcze przez miesiąc.

"Witamy z powrotem, szefie" – przywitał się Kamerdyner Nicole ze spuszczoną głową, gdy dotarł do salonu.

"Zapłać mu w całości i wyrzuć go stąd" – stwierdził Sebastian, wkładając broń z powrotem do kabury.

"Tak, szefie" – odpowiedział Kamerdyner Nicole.

"Nie! Tatusiu, nie możesz tego zrobić!" – Ken przytulił się mocno do nóg Zeno, jakby jego działanie miało powstrzymać decyzję ojca.

"W porządku, stary. Kiedyś cię odwiedzę" – Zeno poklepał chłopca po głowie, by go uspokoić.

"Już po twojej porze snu, Kenneth, marsz do pokoju" – Sebastian powiedział zimno do syna, odciągnął go od nóg Zeno i zabrał go ze sobą na górę.

"Zniknij, zanim znowu zejdę" – Sebastian zatrzymał się i powiedział do Zeno, nie odwracając się.

Zaniósł wyrywającego się Kena do jego pokoju, nie słuchając jego protestów.

Sebastian nie chciał obcych w swoim domu. Ludzie, którym wcześniej w pełni ufał, zdradzili go bez wyrzutów sumienia; to go utwardziło i sprawiło, że stał się przeczulony na punkcie bezpieczeństwa wobec wszystkich.

Zanim ktokolwiek dla niego pracował, upewniał się, że sprawdzono jego kartotekę oraz przeszłość jego rodziny, przeprowadzając dokładne badanie środowiskowe. Musieli również podpisać zobowiązanie, że jeśli dowie się, iż którykolwiek z nich go zdradził, był zamieszany w coś podejrzanego, a nawet żywił wrogie myśli wobec niego lub jego syna, zabije ich na miejscu bez zadawania pytań.

A proszę, co się stało. Przez zaledwie dwa miesiące jego nieobecności wprowadzili do jego domu potencjalne zagrożenie, pozostawiając syna pod opieką osoby o niezweryfikowanej tożsamości.

"Tatusiu, proszę, nie każ Zeno odchodzić" – błagał Ken, gdy ojciec niósł go do pokoju.

"On jest zagrożeniem, Ken. Nie możemy mu ufać. Zawiodłeś mnie" – powiedział Sebastian do syna, odkładając go z powrotem na łóżko.

"Przepraszam, tato, ale..."

"Spodziewałem się po tobie czegoś lepszego, Ken. Nie ufaj obcym, a jednak to zrobiłeś. Co, gdyby stało ci się coś złego?!" – zapytał Sebastian, z całych sił starając się opanować gniew, ale jego syn i tak wyczuł jego skrywaną wściekłość.

"Przepraszam, tato" – powiedział Ken, wchodząc głębiej pod kołdrę.

Wiedział, że nie da się zmienić zdania ojca, gdy ten już o czymś zadecydował.

"Kupiłem ci prezent, dam ci go jutro. Dobranoc, synu" – Sebastian delikatnie pogładził syna po włosach, po czym wyszedł z pokoju.

"Panie Zeno, kwota dziesięciu tysięcy dolarów została panu przesłana. Proszę sprawdzić pocztę w celu potwierdzenia" – powiedział Kamerdyner Nicole do Zeno.

Zeno natychmiast otrzymał powiadomienie potwierdzające słowa Kamerdynera Nicole'a.

"Potwierdzone" – powiedział Zeno.

Powinien być w stu procentach szczęśliwy, ale jego radość nie była pełna ze względu na to, w jaki sposób odchodził.

Zdążył już zżyć się z Kenem i czuł litość, że ma tak ignoranckiego i nieczułego ojca. Zastanawiał się, dlaczego rodzice traktowali go tak okropnie.

Poszedł na górę po swoje własne ubrania, z którymi przyszedł, ale Kamerdyner Nicole powiedział mu, by wziął ze sobą wszystko, co mu dano. Tak też zrobił.

Sebastian stał przy oknie, patrząc, jak były nianiek jego syna odjeżdża na motocyklu.

Zastanawiał się, dlaczego zamiast posłusznej kobiety, musieli znaleźć do opieki nad jego synem niebezpiecznego mężczyznę.

Nie chciał już nigdy więcej oglądać Zeno na oczy. Instynkt podpowiadał mu, że coś mu się przydarzy.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Więcej niż opiekunka | StoriesNook