languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Aeliana Thorne4 kwi 2026

Postanowił spróbować szczęścia, naciskając klamkę. Ku jego zaskoczeniu, drzwi były niezamknięte.

Delikatnie je pchnął i wszedł do środka. Tak jak przypuszczał, malec spał głęboko pod przytulną kołdrą.

Myślał, że jego własny pokój był luksusowy, ale widok pokoju Kena uświadomił mu, że nie ma granic dla luksusu w życiu.

„Zadowolenie to szczęście”. Tak zawsze powtarzała mu Babcia.

Pochylił się nad łóżkiem Kena i delikatnie postawił kubek na stoliku nocnym.

"Ken, stary, pobudka" – lekko poklepał śpiącego chłopca po ramieniu.

Gdy przyglądał się chłopcu, uświadomił sobie, że stanowili całkowite przeciwieństwa, jeśli wziąć pod uwagę to, jak on sam dorastał.

Jego rodzice nie byli miliarderami, ani nawet milionerami, ale zawsze byli razem jako rodzina.

Nigdy nie zostawiono go samego w domu i nigdy nie spał sam.

To biedne dziecko miało wszystko, czego inne dzieci mogłyby mu pozazdrościć, ale one nigdy nie dowiedziałyby się, jak bardzo czuł się samotny.

Jego rodzice byli zajęci pogonią za pieniądzem, zapominając, że ich dziecko również potrzebuje ich czasu i uwagi.

Dla niego pieniądze były bezużyteczne, jeśli miały zastąpić obecność bliskich.

Zawsze będzie wdzięczny za swoją rodzinę. Może to, że byli Meksykanami, sprawiało, że tak bardzo cenili rodzinę, a ich więź była nierozerwalna.

Tutaj w Stanach, a dokładnie w Nowym Jorku; nikogo to nie obchodziło, wszyscy dbali tylko o dolary.

"Zostaw mnie, idź stąd" – wymamrotał sennie Ken.

"Daj spokój, stary. To tylko mały kubek mleka, dla wzmocnienia kości. Nie chcesz być silny i zdrowy?" – zapytał Zeno.

"Chcę" – odpowiedział Ken, powoli pocierając oczy.

"Proszę bardzo" – Zeno zauważył, że Ken próbuje usiąść, więc pomógł mu, podnosząc go i opierając jego plecy o wezgłowie łóżka.

"Proszę" – ostrożnie podał małemu chłopcu ciepły kubek mleka.

Ken wziął go i powoli brał łyk za łykiem.

Zeno cierpliwie stał przy jego łóżku, czekając, aż skończy.

Ken w końcu wypił mleko co do kropli i oddał kubek Zeno.

"Idź stąd" – powiedział ponownie Ken. Wciąż nie akceptował Zeno, wypił mleko tylko dlatego, że chciał mieć silne kości jak jego tatuś.

"OK, stary. Zobaczymy się rano" – Zeno delikatnie otulił Kena pościelą.

"Dobranoc" – pogładził go po głowie, po czym zabrał kubek i wyszedł.

Wróciwszy do swojego pokoju, usiadł z wyczerpaniem na podłodze, opierając się plecami o brzeg łóżka.

Zamknął oczy i westchnął; to była długa noc. Minął miesiąc, odkąd stracił rodziców, a jego Babcia trafiła do szpitala. Jego życie nie było usłane różami.

Nigdy nie spodziewał się, że szczęście zaprowadzi go dziś w to miejsce. Domyślał się, że Bóg nie chciał jeszcze zabierać jego Babci, więc zapewnił mu środek na jej ocalenie.

Naprawdę był Annie winien przysługę.

Ostatnią rzeczą, o jakiej pomyślał, było wzięcie prysznica i zmycie z siebie potu oraz brudu po walce. Planował pojechać jutro do domu i zabrać swoje ubrania, ale gdy otworzył oczy, przez duże prostokątne okno, którego wczoraj nie zauważył, wpadało już światło słoneczne.

"Cholera, kurwa zasnąłem na podłodze" – potarł dłonią zmęczoną twarz.

Spojrzał na zegar ścienny i z ulgą stwierdził, że jest dopiero 6 rano. Myślał, że spóźni się w swoim pierwszym oficjalnym dniu jako nianiek.

Wstał i ruszył do drzwi po lewej stronie pokoju. Miał nadzieję, że to łazienka, bo pilnie musiał z niej skorzystać.

Ale zanim do nich dotarł, rozległo się pukanie do jego drzwi z korytarza, przerywając jego podróż do łazienki.

Ppodszedł do drzwi i je otworzył. Stał w nich Kamerdyner Nicole, trzymając w rękach dwie czarne torby podróżne.

"Dzień dobry, panu" – przywitał się Zeno.

"Dzień dobry, Zeno. Proszę" – Kamerdyner Nicole uniósł torby w stronę Zeno.

Zeno wyglądał na zdezorientowanego, ale i tak je od niego wziął. Nie chciał, by starszy mężczyzna poczuł się źle lub urażony.

"Co jest w..."

"Twoje ubrania. Nie musisz opuszczać tego domu aż do powrotu szefa. Wszystko, czego będziesz potrzebował, jest w torbie" – wyjaśnił Kamerdyner Nicole i natychmiast odszedł.

Zeno stał chwilę w drzwiach, po czym wszedł z torbami do środka.

Położył je na łóżku i otworzył jedną z nich. Rzeczywiście, ręczniki, ubrania począwszy od spodni, bokserek, koszul, podkoszulków, bluz z kapturem, dresów, a nawet przybory toaletowe – wszystko to było spakowane w torbie.

Druga była pełna butów, sneakersów, sandałów i skarpet.

Znów zaczął się zastanawiać, kim do cholery jest ten szef, że traktuje swoich pracowników, jakby byli w pięciogwiazdkowym hotelu. Bycie bogatym na pewno jest przyjemne.

Wziął bokserki, czarne szorty, białą koszulkę, szczoteczkę do zębów oraz pastę i wszedł do łazienki.

Zgodnie z oczekiwaniami, łazienka wyglądała z klasą.

Szybko umył zęby i wziął prysznic. Nie miał czasu na podziwianie estetycznego wnętrza łazienki.

Wyszedł z niej i zastał tablet pikający powiadomieniem.

Zrozumiał, że tablet był dla niego swego rodzaju przewodnikiem. Zanotował w pamięci, by zawsze nosić go przy sobie, aby niczego nie przeoczyć.

Podniósł go, przesunął palcem w górę i zobaczył sześć powiadomień;

• Obudzić Kena.

• Umyć mu zęby.

• Wykąpać go.

• Zrobić mu śniadanie (Kanapka z warzywami).

• Robić cokolwiek on zechce przez resztę dnia.

• Nigdy nie wyprowadzać go poza rezydencję bez pozwolenia.

Wziął tablet ze sobą i wyszedł ze swojego pokoju.

Tym razem nie pukał, ponieważ wiedział, że Ken wciąż będzie spał. Było dość wcześnie jak na niego.

Wszedł do pokoju i zobaczył chłopca tulącego się przez sen do poduszki. Wpatrując się w śpiącego malca, poczuł, jak ogarnia go pewne uczucie.

Całe jego oblicze krzyczało o samotności. Przypomniał sobie te kilka dni, kiedy jego rodzice wyjeżdżali w podróż służbową. Wtedy też tak przytulał poduszkę, ale on zawsze miał swoją Babcię, nigdy nie czuł się tak naprawdę samotny.

Usiadł na łóżku i delikatnie poklepał Kena po policzku. Chłopiec mruknął coś niezrozumiale i odwrócił się w drugą stronę.

"Hej, dzieciaku. Wstawaj, szkoda dnia!" – powiedział nieco głośniej niż zwykle.

Wiedział, że to zirytuje małego szefa, ale miał obowiązek do spełnienia.

"Zostaw mnie w spokoju" – powiedział Ken, nie otwierając oczu.

"Przepraszam, ale nie mogę. Dajesz, marsz do łazienki" – podniósł Kena z łóżka i zaniósł go do łazienki.

"Powiedziałem nie! Zostaw mnie!" – Ken wyrywał się w ramionach Zeno, ale to nie zniechęciło jego determinacji; waga chłopca nie była zresztą przytłaczająca.

"Proszę bardzo" – postawił Kena na nogach, gdy weszli do łazienki.

"Przesuń się!" – Ken chciał wyjść, ale Zeno stanął przed drzwiami, blokując mu drogę.

"Przykro mi, synu, musisz umyć zęby i wziąć prysznic" – powiedział Zeno, opierając się plecami o zamknięte drzwi i leniwie przyglądając się swoim palcom, jakby miał na to cały dzień.

"Nie chcę" – Ken skrzyżował ręce na piersi.

"Ale musisz" – Zeno naśladował jego pozę.

"Dobra, a co powiesz na układ?" – Zeno zniżył się do poziomu Kena.

"Jaki?" – zapytał Ken, wydymając wargi.

"Wiem, że nie lubisz kanapek z warzywami, prawda?" – zapytał Zeno.

"Tak, a co?" – zapytał Ken, odwracając twarz w bok, z ramionami wciąż skrzyżowanymi na piersi.

Postanowił nie robić niczego, co kazał mu Zeno. Nie zamierzał dać się nabrać na jego sztuczki.

"Umyjesz zęby, weźmiesz prysznic, a ja zrobię ci słodkie mleczne gofry i..."

"Naprawdę?!" – Zeno cofnął się, słysząc ogłuszający pisk.

Nie wiedział, że Ken jest zdolny do takiej energii. Patrzył, jak chłopiec skacze w górę i w dół, czekając, aż potwierdzi to, co właśnie powiedział.

"Tak, obiecuję" – odpowiedział Zeno z uśmiechem.

"Umowa stoi!" – Ken wziął swoją szczoteczkę i stanął nad zlewem. Szczotkował zęby tak, jakby wcale nie był tym samym dzieckiem, które kilka minut wcześniej odmawiało wejścia do łazienki.

Zeno patrzył na niego z uśmieszkiem. W duchu dziękował swojej Babci za nauczenie go wszystkiego, co wiedział o dzieciach i o tym, jak się nimi opiekować. Bez niej przy Kenie byłby kompletnie bezradny.

"Umiesz je zrobić?" – zapytał Ken Zeno, siedząc na stołku barowym w kuchni.

"Pewnie, stary. Tylko patrz" – Zeno puścił oko do Kena.

Zeno wymieszał składniki i wlał je do już rozgrzanej gofrownicy.

"Widzisz, to wcale nie było takie trudne" – powiedział Zeno, zdejmując fartuch.

"Czy to już gotowe?" – zapytał Ken, kręcąc się na stołku w przypływie ekscytacji.

"Nie, proszę pana. Jeszcze jedna minuta" – odpowiedział Zeno.

Zeno podszedł do Kena i usiadł na stołku obok niego.

"Powiedz mi, synu, nigdy nie pozwalają ci jeść słodyczy?" – zapytał Zeno.

Znał już odpowiedź, ale chciał po prostu potwierdzić, jak surowi byli jego rodzice.

"Nie" – odpowiedział Ken z przeczącym ruchem głowy.

"Cóż, jeśli zaakceptujesz mnie jako swojego kumpla, moglibyśmy częściej pozwalać sobie na oszukane posiłki" – zaoferował Zeno.

Chciał sprawić, by chłopiec czuł się z nim jak najbardziej komfortowo. Pragnął pomóc mu złagodzić jego samotność na czas bycia jego niańkiem.

"Umowa stoi! Sam to powiedziałeś, nie wycofuj się ze swoich słów" – powiedział Ken, celując swoim uroczym, małym paluszkiem w Zeno.

"Obiecujesz na mały palec?" – wystawił swój mały palec w kierunku Kena.

Ken zahaczył swoim małym palcem o palec Zeno, uśmiechając się uroczo.

Zaczynał lubić tego nowego faceta. Wydawało się, że będzie lepszy niż te wszystkie poprzednie nianie.

Zeno zachichotał na widok ekscytacji Kena.

"Proszę bardzo, młody panie" – Zeno postawił przed nim talerz gofrów ze świeżo pokrojonymi truskawkami, polanymi zagęszczonym mlekiem Eagle.

"Wow! To wygląda tak pysznie" – powiedział Ken, pocierając o siebie dłonie i oblizując usta.

"Więc spróbuj" – powiedział Zeno, mierzwiąc włosy Kena.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Więcej niż opiekunka | StoriesNook