languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Aeliana Thorne4 kwi 2026

Chciał przelać swój gniew na coś innego, zanim ostatecznie wyładowałby go na Jerrym... na twarzy Jeremiaha.

Stan zdrowia babci i tak już mocno mu ciążył, miał na głowie mnóstwo innych problemów i nie zamierzał dorzucać do nich jeszcze jakiegoś bogatego, rozpieszczonego bachora.

– Hej – zawołał ktoś z tyłu, przerywając serię ciosów i kopnięć Zeno.

Zeno odwrócił się i zobaczył Jeremiaha z butelką wody w dłoniach.

– Czego chcesz? – zapytał Zeno, unosząc brew.

– W porządku, możesz mówić mi Jerry – odparł Jeremiah z ironicznym uśmieszkiem.

– Słucham? – Zeno posłał mu spojrzenie mówiące „czyś ty oszalał”, prychnął, po czym wrócił do okładania worka treningowego.

Był pewien, że Jeremiah musiał zostać nasłany przez jakiegoś jego wroga, żeby go irytować i wyprowadzać z równowagi. Nie zamierzał grać w ich grę; postanowił go ignorować, a kiedy tamten zmęczy się staniem, po prostu sobie pójdzie.

Czy on naprawdę myślał, że Zeno w ogóle obchodzi, jak on się nazywa?

– No dobra, w porządku, przepraszam, że zachowywałem się tak sztywno – powiedział Jeremiah.

Widział jednak, że Zeno nie przestaje wściekle uderzać w worek, celowo go ignorując.

– Hej! – Chwycił Zeno za ramię, gdy ten wziął zamach przed kolejnym ciosem.

– Co jest, kurwa?! – Zeno wściekle odepchnął Jeremiaha.

– Hej, spokojnie – Jeremiah uniósł ręce w geście poddania. – Chciałem ci tylko dać wodę i przeprosić, tak na poważnie... – powiedział, wyciągając butelkę w stronę Zeno.

Zeno zmierzył go podejrzliwym wzrokiem i z niechęcią przyjął wodę.

Lepiej było zburzyć wyrastający między nimi mur. Tak praca szła znacznie gładziej.

– Byłem... byłem zazdrosny – wypalił nagle Jeremiah.

– Słucham? – Zeno zorientował się, że już po raz drugi odpowiada mu w ten sposób. Ten facet miał skłonność do mówienia dość niejasno.

Co to znaczy, że był zazdrosny?

– Znaczy, byłem... Skończyłeś już? – zapytał Jeremiah, widząc, że Zeno kieruje się do szatni.

Pospiesznie ruszył za nim; musiał oczyścić między nimi atmosferę.

– Dlaczego za mną łazisz, Jerry? – zapytał Zeno, wyciągając odżywkę białkową i bidon z wodą.

– Przepraszam za moje nastawienie, trenerze... – powiedział Jeremiah, siadając obok Zeno na ławce.

– Trenerze? Co z tobą nie tak, stary? – Zeno pokręcił głową.

– Tak, jak mówiłem wcześniej, byłem o ciebie zazdrosny – wyznał Jeremiah, drapiąc się w tył głowy.

– Aha... Z jakiego niby powodu? – zapytał z niedowierzaniem Zeno.

Nie sądził, by w jego życiu było cokolwiek godnego pozazdroszczenia; był zrujnowanym wrakiem z wysokimi rachunkami drenującymi mu kieszenie i popieprzonym życiem.

– Cóż, jestem starszy – stwierdził Jeremiah, wzruszając ramionami.

– Jasna cholera! Możesz po prostu przejść do rzeczy?! – zapytał Zeno z irytacją.

– Wybacz, stary – zaśmiał się Jeremiah.

– Nie lubię podlegać komuś młodszemu. Nie jestem nowicjuszem w boksie, a dołączyłem tutaj, bo to miejsce jest dość znane w półświatku i nieźle płacą. Miałem też zamiar rzucić wyzwanie najlepszemu zawodnikowi, którym, jak się dowiedziałem, jesteś, no cóż... ty – powiedział Jeremiah, mierząc Zeno wzrokiem od stóp do głów.

– Ale zamiast pozwolić nam być partnerami albo przeciwnikami, biorąc pod uwagę moje doświadczenie, Rico przydzielił mnie pod twoje skrzydła, lekceważąc wszystkie moje wysiłki. Kiedy dowiedziałem się, że jesteś młodszy, byłem wściekły i zazdrosny – westchnął Jeremiah.

Słuchając wywodu Jeremiaha, Zeno nie mógł powstrzymać cichego śmiechu.

– Poważnie, stary? W takim razie co sprawiło, że zmieniłeś zdanie? – zapytał, patrząc na niego z niedowierzaniem.

Nie mógł uwierzyć, że dorosły facet może być tak dziecinny i małostkowy, a przy tym jeszcze twierdzić, że jest tym starszym.

Jego życie i tak było już wystarczająco ciężkie, a teraz pojawia się ten cały Jerry i postanawia je jeszcze bardziej urozmaicić. Zeno zdecydowanie nie potrzebował w tej chwili tak absurdalnych dramatów.

– Zrozumiałem, że zachowuję się niedorzecznie, dlatego tu jestem, żeby przeprosić... Kumple? – Jeremiah uniósł dłoń na wysokość twarzy, czekając, aż Zeno przybije mu piątkę.

– Ta, kumple – zaśmiał się Zeno, przybijając mu piątkę.

– Ha! Wiedziałem, że zostaniecie kumplami! – Thomas nadszedł i zwalił się na ławkę między nimi, obejmując ich ramionami.

– Zdrowie za przyjaźń naszej trójki! – oznajmił głośno.

– Ał! Ej! – krzyknął Thomas z podłogi, rozcierając kość ogonową i spoglądając oskarżycielsko na brata za to, że ten go zepchnął.

Zeno pokręcił głową, patrząc na bliźniaka.

Może... tak tylko może, wcale nie byli aż tacy źli, by się z nimi nie zaprzyjaźnić.

Zeno właśnie odebrał zapłatę za dzisiejszy wieczór i wychodził z biura Rico, kiedy zauważył bliźniaków czekających na niego przy wyjściu.

– Hej, wychodzisz już? – zapytał Jeremiah.

Thomas podszedł do Zeno i objął go ramieniem.

– Ta, wy jeszcze nie? – zapytał ich Zeno.

– Cóż, tak sobie myśleliśmy...

– Chodź się z nami dzisiaj napić – wtrącił Thomas, przerywając bratu.

Jeremiah przewrócił oczami. Był pewien, że Zeno odmówi; Thomas zawsze bywał nietaktowny.

– Och, nie dziś, chłopaki, mam coś do zrobienia – powiedział Zeno do bliźniaków, gdy wychodzili z budynku.

– A jutro? – zapytał Thomas, nie dając za wygraną.

– Ta, jasne, jutro mi pasuje – odparł Zeno, wsiadając na motocykl.

– Okej, stary, dobrej nocy – powiedział Jeremiah, pomachał Zeno i pociągnął upartego brata w stronę ich samochodu.

Zeno patrzył, jak wsiadają do eleganckiego samochodu z przyciemnianymi szybami, i zastanawiał się, dlaczego w ogóle chcieli tu pracować; wyglądali na dzianych.

– Hej, mistrzu – odezwała się Anna, podchodząc do niego.

– Anna, potrzebujesz podwózki do domu? – zapytał z uśmiechem.

– To kuszące. – Anna zbliżyła się do niego, uniosła dłoń do jego twarzy i lekko przesunęła palcami po linii jego szczęki.

– Tylko podwózki... A może... – Zmysłowo przygryzła wargę, zbliżając swoją twarz do jego.

TUTAJ

Zeno tylko się do niej uśmiechnął; wiedział, że Anna jest w nim zadurzona, i też niczego jej nie brakowało, po prostu zaskakiwało go, jak śmiała potrafiła być momentami.

– Hmm... – Zeno udał, że zastanawia się nad odpowiedzią.

– Myślę, że... po prostu cię podrzucę – uśmiechnął się do niej zaczepnie.

– Ugh! Psujesz całą zabawę! – Anna cofnęła się, marszcząc brwi.

– Wskakuj, księżniczko, odstawimy cię do twojego zamku. Wiesz przecież, że Will już pojechał z tą laską – powiedział, dodając gazu i udając, że zaraz odjedzie bez niej.

– Ej, czekaj na mnie! Ale z ciebie potwór – rzuciła Anna, doganiając go. Wskoczyła na miejsce za nim i oplotła rękami jego talię.

– Trzymaj się mocno, księżniczko Anno – powiedział i wyjechał na drogę.

Po pewnym czasie zatrzymał się przed apartamentowcem.

– Dzięki za podwózkę. A co do Willa, to pojechał dziś z jakimś kolesiem – Anna wzruszyła ramionami.

– Ah, jakoś mnie to nie dziwi – Zeno pokręcił głową.

– Dobranoc, mistrzu! Do jutra – pomachała mu Anna, gdy Zeno odjeżdżał spod jej domu.

Zeno był zaledwie kilka przecznic od swojego domu, kiedy zauważył ciemne auto z przyciemnianymi szybami i bardzo jasnymi reflektorami, które szybko jechało tuż za nim.

Początkowo pomyślał, że to jakiś przypadkowy samochód, któremu spieszy się z wyprzedzaniem, więc zwolnił i zjechał ze środka jezdni.

Zauważył jednak, że samochód również zwolnił, wciąż podążając za nim w tym samym tempie. Wtedy zrozumiał, że jest śledzony.

– Niech to szlag – mruknął i przyspieszył.

Przemknął obok swojego domu; nie ryzykował zatrzymywania się, by ci, kimkolwiek byli, nie dowiedzieli się, gdzie mieszka.

Jechał szybko, próbując zgubić samochód, ale ten nieubłaganie się do niego zbliżał.

Był pewien, że zna te ulice znacznie lepiej od nich, więc zaciągał ich coraz głębiej w rejony gorszych dróg, aż dotarł do wąskiej uliczki i natychmiast w nią wjechał.

Sądził, że samochód nigdy nie zmieści się w tak ciasnym przejeździe. Jednak ku jego szokowi zza auta wyłoniły się dwa potężne motocykle i ruszyły w pościg.

– Kurwa mać! – zaklął i zwiększył prędkość, którą wcześniej zredukował, wierząc, że zdołał ich zgubić.

Skręcał raz w jedną, raz w drugą stronę, lawirując między kubłami na śmieci i wchodząc w ostre zakręty.

Zaryzykował spojrzenie przez ramię i dostrzegł dwóch mężczyzn ubranych na czarno, w czarnych kaskach. Nie mógł oprzeć się myśli, kim do cholery są.

Nie podpadł nikomu z wyższych sfer ani z mafii, więc był kompletnie zdezorientowany, z kim ma do czynienia.

Zatopiony w myślach, Zeno nie zauważył kolejnego motocykla, który wyłonił się zza rogu i pędził prosto na niego.

– Szlag! – rzucił w ostatniej chwili, gdy jego motocykl miał zderzyć się z maszyną z naprzeciwka. Zwinne wybił się z siedzenia, wykonując salto w tył.

Przeturlał się kilka razy po betonowym podłożu, po czym szybko stanął na nogi, lecz wtedy był już otoczony przez trzech mężczyzn w czerni.

– Pójdziesz z nami – powiedział ten pośrodku. Był najwyższy z całej trójki.

– Coś mi się wydaje, że wcale nie mam na to ochoty – odparł Zeno i wyprowadził potężne kopnięcie z wyskoku prosto w klatkę piersiową mężczyzny, który przed chwilą przemówił, odrzucając go daleko na ziemię.

Rzucili się na niego, wymierzając brutalne ciosy i kopnięcia, lecz on sprytnie unikał większości z nich, wykonując uniki i pochylając się.

Precyzyjnie oddawał uderzenia, a jednego z nich zdołał nawet znokautować.

– Argh! – wrzasnął Zeno i runął na ziemię.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Rozdział 6 - Więcej niż opiekunka | StoriesNook