languageJęzyk

Rozdział 5

Autor: Aeliana Thorne4 kwi 2026

Zeno siedział na ławce w poczekalni. Czekał na swoją kolej, by spotkać się z lekarzem.

Cicho stukał stopą o podłogę; powoli tracił cierpliwość. Czekał już od godziny, ale żadna pielęgniarka nie przyszła go zawołać, tylko mijały go, cmokając i wprowadzając innych ludzi do gabinetu lekarza.

Opłacił już rachunki medyczne swojej Babci, co pokrywało kolejne dwa miesiące, ale czas nie działał na jego korzyść. Musiał znaleźć coś jeszcze do roboty, co przyniosłoby mu pieniądze na pokrycie kolejnych miesięcy.

Musiał tylko potwierdzić u lekarza postępy w leczeniu Babci i miał zamiar zniknąć; zwłaszcza że odmówili mu widzenia z nią przez kolejne dwa tygodnie.

Był pogrążony w myślach o tym, jak zdobędzie kolejną szybką i sporą gotówkę, i zastanawiał się, jak radzi sobie Ken. Czy wciąż był smutny?

To nieszczęście, że temu małemu chłopcu trafił się taki diabeł za ojca. Nigdy więcej nie mógłby się w to zaangażować. Nawet pod groźbą użycia broni.

Minął tydzień, odkąd opuścił rezydencję.

Mógł tylko westchnąć z nadzieją, że mały chłopiec znalazł jakieś pocieszenie pod jego nieobecność.

"Pan Evander?" – zawołała pielęgniarka, niosąc w dłoniach dokumentację medyczną.

"Tak, to ja" – Zeno wstał z ławki, by pielęgniarka mogła go lepiej zobaczyć.

"Lekarz pana teraz przyjmie" – poinformowała i odeszła.

Wreszcie.

Podszedł do drzwi gabinetu lekarskiego i zapukał. Cicha odpowiedź nakazała mu wejść.

"Dzień dobry, doktorze Ezra" – przywitał się Zeno, wchodząc do gabinetu.

"Dzień dobry, Zeno. Proszę usiąść" – powiedział doktor Ezra.

"Jak się miewa moja Babcia?" – zapytał Zeno bezpośrednio, nie owijając w bawełnę.

Był na tyle mężczyzną, by usłyszeć o stanie zdrowia swojej Babci; dobre czy złe wieści, chciał je usłyszeć.

Doktor Ezra zdjął okulary, położył je na biurku i westchnął.

"Stan pańskiej babci był w większości stabilny, ale przez ostatnie trzy tygodnie zaczęliśmy zauważać atrofię jej mięśni z powodu braku aktywności" – wyjaśnił spokojnie doktor Ezra.

"Co to oznacza?" – zapytał Zeno.

"Oznacza to, że jej mięśnie zaczęły zanikać z powodu braku ćwiczeń, ruchu, niedożywienia i choroby. Zaczęła też tracić na wadze z powodu tego stanu" – szczerze odpowiedział doktor Ezra.

"Możecie ją wyleczyć, prawda?" – zapytał Zeno z nadzieją.

"Nie musi się pan martwić, to powszechne zjawisko wśród pacjentów na OIOM-ie i osób w śpiączce. Rozpoczęliśmy nerwowo-mięśniową stymulację elektryczną, z czasem powinno to wyleczyć atrofię" – powiedział doktor Ezra.

"Ale obawiam się, że to wypali dziurę w pańskim portfelu, może..."

"W porządku, doktorze, poradzę sobie. Proszę po prostu zadbać o najlepszą możliwą opiekę dla niej" – powiedział Zeno.

"Dobrze, Zeno. Wszystko będzie w porządku" – odparł doktor Ezra, posyłając mu ciepły uśmiech.

"Okej, doktorze. Dziękuję" – rzekł Zeno, wstając.

"Do zobaczenia wkrótce, Zeno" – powiedział doktor Ezra, zanim Zeno opuścił gabinet.

Gdy Zeno wychodził ze szpitala, myślał o tym, co powiedział lekarz. Nie był personelem medycznym i nie do końca rozumiał jego słowa tak, jak powinien, ale liczyło się dla niego tylko to, żeby z Babcią było dobrze.

Zrobiłby absolutnie wszystko, co w ludzkiej mocy, by znów obdarzyła go tym ciepłym, cudownym uśmiechem.

Ufał doktorowi Ezrze; uważał, że Babcia jest w dobrych rękach u tego młodego i zdolnego lekarza, najlepszego w kraju.

Zeno jechał motocyklem przez wiecznie tętniące życiem ulice Nowego Jorku, aż dotarł do opustoszałej i niebezpiecznie wyglądającej okolicy. Inne pojazdy szybko stąd uciekały, ale on jechał dalej, wjeżdżając coraz głębiej.

"No dalej, stary, Rico prawie umiera przez utratę pieniędzy" – Will czekał już na niego przed budynkiem.

"Rage, co?" – zapytał Zeno, wskazując na nowy szyld wiszący nad budynkiem, gdy tylko zsiadł z motocykla.

"Uwierz mi, nie chcesz wiedzieć dlaczego" – Will pokręcił głową, chichocząc.

Zeno wzruszył ramionami i wszedł za Willem do środka. Skoro Rico zdecydował się nadać nazwę temu miejscu podziemnych walk, musiał uzyskać na to zgodę właściciela.

Zeno zawsze zastanawiał się, kto był w stanie prowadzić ten rodzaj biznesu tak jawnie, bez strachu przed zdemaskowaniem przez urzędników, a teraz jeszcze nadał mu nazwę, w dodatku tak odważną: Rage.

"Ach! Zeno, mój chłopcze! Dzięki Bogu, że wróciłeś" – Rico wstał z krzesła i mocno uścisnął Zeno.

Zeno lekko poklepał mężczyznę po plecach i dyskretnie się odsunął. Nie był przyzwyczajony do takiej bliskości ze strony chciwego faceta, czuł się z tym dziwnie.

Wszyscy znali Rico jako zachłannego człowieka i Zeno wiedział, że nie martwił się on o niego, lecz o pieniądze, które zamierzał na nim zarobić.

"Dzięki" – rzucił Zeno.

"W porządku, chłopcy, każdy z was ma przydzielonego jednego z nowych chłopaków. Wybierzcie sobie ulubieńca i nauczcie go podstaw, a potem przygotujcie się do swoich dzisiejszych walk. Nicholas przyjeżdża" – powiedział Rico i odprawił ich machnięciem ręki.

"O co mu chodzi?" – zapytał Zeno.

"O jego pieniądze oczywiście, o co innego?" – Will wzruszył ramionami.

"Nie stary, nie o staruszka, chodziło mi o Nicholasa, o którym wspomniał, o co z nim chodzi?" – zapytał Zeno ponownie.

Will myślał, że pyta o Rico, więc musiał wyjaśnić to dokładniej.

"Oh, ha-ha! Myślałem, że mówisz o tamtym" – Will wskazał kciukiem za siebie.

"Nie, stary" – Zeno pokręcił głową.

"Nicholas, nie wiem, o co z nim chodzi. Jedni mówią, że jest właścicielem tego miejsca, inni, że chce kupić jakiegoś zawodnika, a jeszcze inni, że pracuje dla właściciela, wiesz, pomagając mu szukać szpiegów" – wyjaśnił Will, gdy weszli do szatni, by przebrać się w swój sprzęt bokserski.

"Ugh" – Zeno uderzył się dłonią w twarz.

Odpowiedź, którą otrzymał, była jeszcze bardziej zagmatwana.

"Jak myślisz, którą z tych opcji on jest?" – zapytał Zeno.

"Nie wiem, stary, i wcale mnie to nie obchodzi. Ty sam zadecyduj, w którą bajkę chcesz wierzyć. To zależy od ciebie" – Will poklepał Zeno po ramieniu, podszedł do swojej szafki i ją otworzył.

Zeno otworzył swoją szafkę i wyciągnął czarne rękawice bokserskie, ochraniacz na zęby oraz czerwone spodenki, których zazwyczaj używał do walki.

"Zobaczymy się tam na zewnątrz, stary" – powiedział Zeno do Willa, który wciąż siedział na ławce, wiążąc but na nodze.

Zeno zobaczył Annę stojącą między dwoma facetami, którzy wyglądali niemal identycznie, tylko że jeden wydawał się wyższy, a drugi nosił okulary.

"O mój Boże! Zeno!" – Anna rzuciła się w ramiona Zeno.

Zeno przytulił ją, unosząc jej stopy nieco ponad podłogę.

"Witaj z powrotem" – powiedziała Anna.

"Dziękuję, Anna. A to kto?" – zapytał, wskazując na podobnych do siebie chłopaków za jej plecami.

"Oh, hej! Chodźcie tu! Przedstawcie się" – Anna przywołała chłopaków ruchem ręki.

"Cześć, jestem Thomas, a to mój brat bliźniak, Jeremiah. Jesteśmy najnowszymi członkami, Rico powiedział, że będziemy dziś trenować" – przedstawił się jeden z nich.

Ten, który się przedstawił, był nieco niższy, ale różnica była niemal niezauważalna. Bracia wyglądali na niewiele ponad dwadzieścia lat, obaj mieli ciemne włosy, brązowe oczy, wąskie usta i zarysowaną szczękę. Byli całkiem przystojni.

"Hej" – rzucił cicho Jeremiah.

"Cześć, Tom i Jerry, jestem Zeno" – powiedział Zeno.

"Tom i Jerry! Pfft! W punkt, stary" – Anna zgięła się wpół i zaczęła się mocno śmiać. Złapała się ramienia Zeno dla oparcia i śmiała się dalej.

"Jestem Jeremiah, nie Jerry" – poprawił Jeremiah z kamienną twarzą.

"OK. Więc który z was idzie ze mną?" – zapytał Zeno, poprawiając rękawice bokserskie i całkowicie ignorując mrukliwą postawę Jeremiaha.

Anna pociągnęła nosem, ocierając łzy, które wypłynęły jej z kącików oczu od tego, jak mocno się śmiała.

Zauważyła wyraz twarzy Jeremiaha i postanowiła na razie odpuścić sobie żarty.

"O co chodzi, Thomas, Jeremiah?" – zapytał Will, zbliżając się do grupy.

"Wyluzuj, stary" – szepnął Thomas do brata na widok podchodzącego Willa.

"O nic! Myślę, że pójdę z Willem. Bawcie się dobrze!" – Thomas powiedział do brata, po czym odciągnął Willa na bok.

"To do zobaczenia później dzisiejszej nocy, Mistrzu" – Anna pocałowała Zeno w policzek i odeszła.

Jeremiah i Zeno stali tak przez kilka sekund, zanim Zeno odwrócił się i wszedł na ring bokserski.

Nie miał czasu na pogawędki i cieszył się, że Thomas zdecydował się pójść z Willem. Nie wiedział, czy nadążyłby za jego wesołością. Ten przynajmniej był cichy, więc nie będzie potrzeby ucinania sobie krótkich pogawędek tu i tam.

Jeremiah westchnął i podążył za Zeno na ring.

"Więc będziemy... Załóż rękawice, Jerry" – powiedział Zeno, widząc, jak Jeremiah niedbale opiera się o liny.

"Nazywam się Jeremiah" – poprawił go Jeremiah, marszcząc brwi.

"Słuchaj, ja tu tylko wykonuję polecenia, więc jeśli nie chcesz, żeby cię sprawdzono, wracaj do domu, Jerry" – powiedział Zeno i przeszedł pod linami, kierując się prosto do worka treningowego, by poćwiczyć przed dzisiejszą walką.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 - Więcej niż opiekunka | StoriesNook