Smukły srebrny samochód z włókna węglowego zamruczał miękko i zatrzymał się przed ekskluzywną pracownią krawiecką, a jego karoseria lśniła jak płynne światło księżyca w porannym słońcu. Drzwi uniosły się z cichym sykiem i pierwszy wysiadł Sebastian — wysoki, w doskonale skrojonych ubraniach i przerażająco opanowany w swoim czarnym płaszczu. Kołnierz miał postawiony akurat na tyle, by rzucać cień n






