Tym razem dłoń Jaspera nie opuściła krocza Jeremiaha.
Pod osłoną małego stolika plażowego – wystarczająco niskiego, by udrapowany obrus ukrył wszystko poniżej linii pasa – jego palce pozostały zaborczo zaciśnięte na grubym konturze kutasa Jeremiaha przez cienki len jego szortów. Jeszcze go nie pieścił. Tylko trzymał. Twardo. Gorąco. Niema obietnica.
Jeremiah poruszył się, rozchylając uda o kolejny






