Tym razem pukam. Głos Nyktosa zaprasza mnie do środka, więc otwieram drzwi. Jest sam, stoi przy sztaludze z rękami na biodrach. Brwi ma zmarszczone w skupieniu. Natychmiast się rozluźniają, gdy mnie widzi.
Uśmiecham się łagodnie. — To ładne — mówię, wskazując na obraz.
Nyktos zerka na niego i wzrusza ramionami. — Wymaga jeszcze pracy — odpowiada. Patrzy na mnie. — W czym mogę ci pomóc?
— Właściwie






