Ale dzwonek rozbrzmiewał nieprzerwanie.
Nie mając wyboru, Louisa wstała z łóżka, by otworzyć.
Na szczęście to nie był Julian. To był George.
Jego twarz była ponura, jakby nie spał całą noc. Ciemne sińce kładły się cieniem pod jego oczami, krawat zwisał luźno na szyi, a każdy centymetr jego ciała emanował przerażającą wrogością.
Jakkolwiek przerażająco wyglądał, wolałaby, żeby to Julian stał pod je






