W niedzielę obudziłam się i jakoś przetrwałam śniadanie, dopóki mój mózg nie przypomniał mi, że zeszłej nocy esemesowałam z Rykerem. Sekundę później dotarło do mnie, co dokładnie napisałam. Zamarłam w połowie nalewania kolejnej kawy. Nie zrobiłam tego. To niemożliwe, pomyślałam, porzucając polowanie na kofeinę i chwytając telefon, by przeczytać wiadomości z zeszłego wieczoru. Byłam pewna, że z moj






