*Rory*
Durnham nie tyle szedł w naszą stronę, co sunął, jakby jego buty w ogóle nie dotykały kamienia. Klucz w jego dłoni kołysał się leniwie, a każde odchylenie błyskało szeptem metalu o barwie popiołu.
– Wyczucie czasu wręcz idealne – powiedział, jakbyśmy umówili się na to spotkanie. Jego głos był samą przyjemną powłoką, przypominając jezioro, w którym można by utonąć bez wywoływania najmniejsze






