*Rory*
Łańcuchy obudziły mnie jeszcze przed krzykami.
Pociągnęły mocno, szarpiąc mnie do pionu, podczas gdy ciężkie buty zadudniły po polanie. Pochodnia zgasła w deszczu iskier, a obóz, który sekundy temu był cichy, wręcz eksplodował.
Venatorum. Ale nie ci od Durnhama.
Wiedziałam to od razu – po tym, jak ich głosy szczekały ostre rozkazy, po brzęku dobywanej broni, po rytmie ich ataku. Zwiadowcy,






