*Xander*
Jaskinie wypluły nas na chłodniejsze powietrze, takie, które niosło ze sobą wilgoć, zgniliznę i coś ostrzejszego, czego nie potrafiłem zidentyfikować.
Azrien mocno napierał na moje żebra, niespokojny i nerwowy, co doprowadzało mnie do wyczerpania.
Jego pazury drapały moją skórę od środka. Pragnął szybkości. Pragnął zębów, ziemi i krwi. I tym razem nie miałem siły, by trzymać go na smyczy.






