VENUS
Andrea nawet nie drgnęła. Nie zamrugała. Stała w drzwiach półmrocznego domku, jakby sama noc uformowała kobietę ze szronu i okrucieństwa.
Jej uśmiech był mały, celowy i drapieżny.
Uśmiech kogoś, kto w końcu osaczył stworzenie, na które polował od lat.
– Czy wiesz – mruknęła, głosem gładkim jak jedwab, ale przesiąkniętym jadem – że na tej planecie jest tylko jedna osoba zdolna zranić Aaro






