VENUS
Obudziłam się w ciszy.
Nie w tej sterylnej, wyblakłej ciszy, którą można znaleźć w szpitalach czy pokojach hotelowych. Ta była intymna. Mrożąca krew w żyłach. Zbyt celowa. Ten rodzaj spokoju, który wydaje się wręcz zaprojektowany. Jakby sam pokój wstrzymywał oddech.
Nie było Geralda.
Krzesło, na którym wcześniej siedział, było teraz puste, poduszka wciąż lekko wgnieciona, a powietrze nad






