VENUS
Deszcz wciąż uderzał w okna jak oszalały metronom. Siedziałam oparta o poduszki, a moje nadgarstki bolały od własnego ciężaru, którym opierały się o materac. Serce biło wolno, ale głośno, jakby krążyło po klatce. Mijały minuty. Może godziny. Albo sekundy. Czas był tutaj zawodny, uginał się pod ciężarem ciszy.
Wtedy to usłyszałam.
Skrzypienie.
Nie z korytarza. Nie słabe ani odległe. Nie,






