AARON
Szklanka w mojej dłoni była już trzecia. A może czwarta. Czas rozmazał się, gdy whiskey wypalała sobie drogę w dół, znieczulając wszystko, czego dotknęła.
Bar był mroczny, rozbrzmiewał cichą muzyką i okazjonalnymi wybuchami śmiechu obcych ludzi, którzy mnie nie znali i których nic to nie obchodziło. Idealnie. Potrzebowałem miejsca, w którym nikt nie obejrzałby się dwa razy, gdzie mógłb






