VENUS
Kilka tygodni po tamtej kolacji z Aaronem – najdziwniejszej w moim życiu – wróciliśmy do pracy.
I nie, nie było tak jak wcześniej. To nadal był Aaron: ostry, zimniejszy od tytanu i dwukrotnie od niego sztywniejszy, ale teraz zaczął mnie słuchać. Szanował moje zdanie. Pozwalał mi mówić, nie przerywając, co w jego przypadku mogłoby równie dobrze stanowić list miłosny.
Mówił poważnie, kiedy pow






