VENUS
Następnego dnia pojechaliśmy w stronę bogatszej części Nowego Jorku — rodzaju dzielnicy, która szeptała o starych pieniądzach i wysokich bramach. Było to zamknięte osiedle, takie, w którym nazwiska znaczyły więcej niż numery, a cisza była wszyta w trawniki.
Kiedy w końcu podjechaliśmy pod dom, musiałam zamrugać dwa razy. Był potężny. Rozległy podjazd wił się jak wstążka przez posiadłość, pro






