VENUS
Nie błagałam.
Nie na początku.
Ale moje milczenie stanowiło wyznanie samo w sobie, głośniejsze niż jakiekolwiek wyszeptane „tak”, sprośniejsze niż jakiekolwiek błaganie.
Bo nie poruszyłam się. Nie uciekłam. Nie uderzyłam go w twarz, chociaż powinnam była.
Po prostu tam stałam, drżąc w jego objęciach. Z szeroko otwartymi oczami. Bez tchu. Z jego dłońmi na mojej talii i jego ustami muskającymi






