VENUS
Wróciłam do penthouse'u tuż po jedenastej, miasto wciąż tętniło życiem pod moimi obcasami. Szum wina wciąż się utrzymywał – ciepły, uderzający do głowy – ale nie potrafił stłumić gorzkiego smaku groźby Caroline ani jadu Andrei, który wciąż tkwił w mojej piersi jak drzazga.
Pchnęłam drzwi i zatrzymałam się.
Światła były zgaszone.
Tylko miękki blask miasta sączył się przez okna sięgające od po






