VENUS
Gerald nie został długo.
Wkroczył do biura w chwili, gdy Dorian właśnie się ulatniał.
— Przyszedłem tylko przeprosić — powiedział. Jego głos był gładki, a dłonie schowane w kieszeniach. Uprzejmy i wyćwiczony. — Za Andreę. Ostatniego wieczoru... zachowała się nie na miejscu.
Zamrugałam. — Wszystko w porządku.
Uśmiechnął się z politowaniem, jakby wiedział, że wcale nie było. — Nie, nie jest. N






