VENUS
Lotnisko było ciche w ten specyficzny sposób, na który pozwalało tylko bogactwo. Żadnych tłumów. Żadnych wezwań do wejścia na pokład brzęczących w głośnikach. Tylko cichy szum silników i łagodne echo kroków na wypolerowanych podłogach. Rodzaj ciszy, która owijała cię jak aksamit. Prywatna. Kontrolowana. Potężna.
Odrzutowiec Aarona czekał na płycie lotniska, jakby nie miał dokąd się spieszy






